Blog nie tylko o tenisie i niekoniecznie na serio. Autorem jest Jakub Ciastoń, dziennikarz Gazety i portalu Sport.pl
niedziela, 12 lipca 2015
Djoković - dominator czasów defensywy

djoko

Przyznam się szczerze, że spodziewałem się bardziej zaciętego finału Wimbledonu, niż dzisiejsza wygrana Novaka Djokovicia z Rogerem Federerem 7:6 (7-1), 6:7 (10-12), 6:4, 6:3. Ten jeden wygrany przez Federera set, to i tak dużo, biorąc pod uwagę, jak ułożyła się końcówka drugiej partii - przypominam, że Serb zmarnował w niej siedem piłek setowych.

Dlaczego Djoković, mimo wszystko, wygrał tak pewnie?

Po pierwsze, chyba półfinałowe zwycięstwo Federera z Andym Murray’em jednak trochę zaćmiło nam obraz. Roger wygrał ten mecz w stylu, jaki pamiętamy z lat, gdy dominował totalnie. Bjorn Borg mówił nawet, że czuł się jakbyśmy przenieśli się 8-10 lat wstecz. I rzeczywiście tak pewnie serwującego Federera nie widziałem dawno, a do tego znów poruszał się leciutko, uderzał pewnie, emanowała od niego pozytywna energia. No i ten posągowy Stefan Edberg na trybunach - już sama mina Szweda sprawiała, że wielu fanów Federera czuło się pewniej. Kilka genialnych wyjść do siatki, lekkość ruchów, plus świetny serwis w kluczowych momentach, załatwiło sprawę ze Szkotem. 

Ale... po pierwsze tego dnia było ciepło, sucho, słonecznie, piłki po serwisach pewnie latały minimalnie szybciej niż w dniu finału, gdy zrobiło się pochmurno, bardziej wilgotno. Takie niuanse czasem mają znaczenie większe, niż mogłoby się nam wydawać.

Po drugie, znacznie ważniejsze, Djoković to nie Murray. Być może wielu z nas nie dałoby się nabrać na to, że szanse Federera są jakoś przesadnie większe niż np. przed rokiem, gdyby nie to, że Djoković miał ten pięciosetowy mecz z Kevinem Andersonem. „Serb gra słabiej, jest przybity przegranym finałem Rolanda Garrosa, a Federer gra lepiej, więc Szwajcar ma szanse na tytuł” - kombinowało pewnie wielu z nas. W końcu, jeśli Federer ma jeszcze gdzieś sięgnąć po tego 18. Szlema, to najprędzej właśnie na trawie, w Wimbledonie.

Ale finał sprowadził nas szybko na ziemię. Czasy się zmieniły, po Rafaelu Nadalu, który niszczył Federera swoim top-spinowym forhendem, pojawił się nowy dominator, też mistrz defensywy, ale w trochę innym stylu.

Djoković wysysa z rywali pozytywną energię, bo najlepiej gra zawsze kluczowe piłki. Nie licząc tego podarowanego w prezencie drugiego seta, w chwilach decydujących o losach meczu, grał po prostu wyśmienicie. Albo doskonale returnował - głęboko, mocno, albo wytrzymywał długie wymiany, prowokując Rogera do błędów, albo ratował się serwisem, gdy sam był w opałach. Taki właśnie jest Djoković - wysysa energię, zabiera nadzieję, podcina skrzydła, czy jak to jeszcze nazwiemy. Solidny, szybki, ślizgający się po trawie, niczym po mączce, nie popełniający wielu błędów - dużo mniej widowiskowy i finezyjny, ale jakże skuteczny w obronie i kontratakach.

Z jednej strony szkoda Federera, bo wygranie przez niego Wimbledonu w wieku niemal 34 lat, to byłaby wspaniała historia. Ale z drugiej strony - duży szacunek dla Djokovicia, że taki mecz wytrzymał. Przecież z tych 15 tys. widzów na trybunach, pewnie 14 tys. było za Federerem. Serb się nie dał ani Szwajcarowi, ani trybunom. Ma już dziewięć tytułów wielkoszlemowych, i wiele wskazuje, że to nie koniec. 

19:56, mastaar
Link Dodaj komentarz »
| < Lipiec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Inni blogerzy Sport.pl
Jestem też na
 
    follow me on Twitter