Blog nie tylko o tenisie i niekoniecznie na serio. Autorem jest Jakub Ciastoń, dziennikarz Gazety i portalu Sport.pl
sobota, 28 sierpnia 2010
US Open. Day minus 3. Sereno, pokaż nam swojego footdoca

Czytałem dziś w metrze jadąc na korty New York Timesa, który walnął całkiem spory artykulik o tym, że ta kontuzja Sereny Williams jest co najmniej enigmatyczna („Williams’s Injury Needs Explanation" - już sam tytuł mówi wiele).

No, bo rzeczywiście trochę to dziwna sekwencja zdarzeń - przecina sobie stopę szkłem w restauracji (nie wiadomo zresztą do dziś gdzie dokładnie i jak to było), chwilę później gra mecz pokazowy z Kim Clijsters, paraduje w szpilkach na różnych imprezach, potem nagle jest komunikat o operacji, a po nim komunikat, że największa gwiazda amerykańskiego tenisa nie zagra w US Open.

Jeśli New York Times węszy i stawia pytania o co tu u licha chodzi, to moim zdaniem coś jest na rzeczy. Tylko nie wiadomo co. Padają sugestie, że może po prostu Amerykanka wie, że jest bez formy na tytuł i jakoś trzeba się było wymiksować. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni.

Ja dzisiejszy dzień spędziłem pracowicie polując na naszych tenisistów, czego owoce możecie znaleźć mam nadzieję TU. Chciałem zrobić jakieś zdjęcia, ale Agnieszka Radwańska uparła się mieć trening w najbardziej niedostępnym miejscu na kortach, któremu mój przedpotopowy Power Cybershot, czy jak on tam się zwie, nie podołał.

 Radwańska, US Open 2010

Daleko, siatka, a jak chciałem podjeść z drugiej strony, to okazało się, że tam jest pole golfowe dla dzieci i trzeba zapłacić. No i przyjść z dzieckiem.

I, gdy tak się kręciłem, czekając na Agnieszkę i trenera, zobaczyłem pod kortem gdzie trenowali, samochód z taką oto rejestracją:

Radwańska, US Open 2010 

„A Footdoc", czyli lekarz od stóp, a powyżej „Podiatrist", czyli podolodzy. Za Wikipedią: „Podologia, podiatria - dziedzina medycyny zajmująca się diagnozowaniem i leczeniem (także chirurgicznym) chorób stopy i stawu skokowo-goleniowego. Podolodzy szczególnie często leczą sportowców. W Polsce podologia jest jeszcze dziedziną raczkującą.

 Najbardziej podobało mi się jednak „Specialists Since 1895", no i naklejka na szybie:

 Radwańska, US Open 2010

Radwańska, US Open 2010

Sereno Williams, pokaż nam swojego podologa, chcemy z nim pogadać!

  

niedziela, 06 września 2009
Rollercoaster z Radwańskimi

Wszystko, co działo się wokół Radwańskich w Nowym Jorku dowodzi, że czekają nas lata wielkich emocji. Niekoniecznie sportowych. Tam każdy ma „charakterek", tam zawsze ktoś na kogoś nakrzyczy, ktoś się obrazi, ale za chwilę znów wszystko będzie w porządku. Czeka nas przejażdżka rollercoasterem. - Jesteśmy ludźmi z krwi i kości - mówi trener Radwański o emocjach i nerwach, które towarzyszą im często.

Rollercoaster będzie więc trwał. Czasem dziewczyny będą wygrywać i humory będą lepsze, czasem przegrywać i będzie tak, jak w Nowym Jorku. Ten wyjazd nauczył mnie, że chyba trzeba mieć do nich większy dystans. Jak się wyraził trener Radwański: „u nas przynajmniej zawsze jest ciekawie, coś się dzieje".

Moim zdaniem w teamie Radwańskich nic się już nigdy nie zmieni. Nie zatrudnią nowego trenera, nie będą współpracować z agencjami menedżerskimi. Taki jest ich wybór i tyle. Przyjmijmy to do wiadomości, choć zapewne popełniają błąd, zamykając się na rady innych osób.

Sportowo, Agnieszka powinna uderzyć się w pierś za fatalne planowanie kalendarza przed US Open. Turniej w New Haven był jej zupełnie niepotrzebny. Praca nad serwisem, przygotowaniem fizycznym, lepszym doborem taktyki - to powinny być jej cele w najbliższym czasie, jeśli myśli o powrocie do pierwszej dziesiątki. Dobra wiadomość jest taka, że trener - mimo wszystko - zdaje sobie sprawę, co w tenisie Agnieszki, ale też Urszuli, wymaga poprawy. Mógłby może formułować swoje myśli w mniej drapieżny sposób. Ale wtedy nie mielibyśmy takich emocji :-)  

piątek, 04 września 2009
Radwańskie odpadły z debla - oj działo się, działo...

Trener Robert Radwański obiecał polskim dziennikarzom w Nowym Jorku poważną rozmowę o przyszłości, ale... przełożył ją na piątek, bo w czwartek po deblowym meczu Urszuli i Agnieszki wybierał się na Greenpoint "na zaproszenie Polonii".

Ula i Agnieszka popsuły mu jednak humor, bo w kiepskim stylu odpadły w wieczornym meczu w I rundzie debla z Jarosławą Szwedową, Rosjanką reprezentującą Kazachstan (jej trenerem jest Tomasz Iwański) oraz Ipek Senoglu z Turcji. Nasze dziewczyny przegrały 6:3, 6:7 (3-7), 1:6. Przegrały z parą, która - delikatnie mówiąc - nie była najmocniejsza. Szwedowa to jej koło zamachowe, ale tego dnia miała już w nogach długi i wygrany (!) mecz z Jeleną Janković.

Ulę i Agnieszkę usprawiedliwiała nieco żałobna atmosfera po ich szybkich porażkach w singlu plus kontuzja Agnieszki, ale w sumie nie wyglądało to zbyt dobrze.

Ciekawsze rzeczy działu się jednak na trybunach. Trener Radwański nie wytrzymywał nerwowo. W pewnym momencie powiedział: „Znów to samo, przegrają wygrany mecz", a gdy dziewczyny schodziły z kortu zachęcił je ironicznie do zakupów w sklepie Louisa Vuittona.

Poziom złych emocji w rodzinie Radwańskich naprawdę sięgnął już zenitu. Dziewczyny nie chciały przyjść  na konferencję z z nami. W powietrzu wisiała już  interwencja supervisora WTA. Ale Agnieszka w końcu przyszła. I powiedziała, że... już nigdy nie zagra z Ulą debla.

Odpadł też Łukasz Kubot, ale z tego wszystkiego nawet z nim nie porozmawialiśmy.

Na gorąco to tyle, w piątek wieczorem przeczytacie szczegółową relację z tego, co się działo na deblu - TUTAJ.

W piątek spróbujemy porozmawiać wreszcie z coachem. Kilka słów o Agnieszce obiecał też powiedzieć m.in. Sven Groenefeld.

Zdjęcia z debla:

debel

debel

debel

debel

debel

debel

... a żeby nie było już tak do końca strasznie pesymistycznie, to pamiętacie jak kiedyś pisałem, że Szarapowa ma ksywkę "Szara":

debel

czwartek, 03 września 2009
Kto ma rację - Radwańska, czy Radwański?

Zdaniem trenera...

- Zabrakło ryzyka i agresji

- Tak Agnieszka gra już właściwie cały sezon. To nie pierwsza taka porażka

- Kontuzja nie miała wielkiego znaczenia, można było wygrać ten mecz

- Mowa ciała Agnieszki jej nie pomaga. Snuje się po korcie wpatrując we własne buty, nie ma zadziorności

- Ta porażka przekreśla marzenia o Masters w Dausze i raczej nie ma szans na powrót do dziesiątki w tym sezonie

Zdaniem Agnieszki...

- Kirilenko nie grała niczego nadzwyczajnego. Wygrałaby z nią, gdyby nie kontuzja ścięgna

- Zagrała na 50 procent, bo odczuwała ból, drętwiała jej ręka

- W tym sezonie nie dzieje się nic nadzwyczajnego

- Nie gra mniej ryzykownie niż kiedyś

- Nie widzi potrzeby zmian

Jeśli Agnieszka twierdzi, że bolała ją ręka, to pewnie tak było, ale trener też ma swoje racje. Cała rozmowa z Agnieszką niebawem na Sport.pl. Z trenerem będziemy się umawiać na big interview w czwartek lub piątek.

Agnieszka Radwańska

Agnieszka Radwańska

Agnieszka Radwańska

Agnieszka Radwańska

Agnieszka Radwańska

Agnieszka Radwańska

Maria Kirilenko

Agnieszka Radwańska

środa, 02 września 2009
Odruch obronny trenera Radwańskiego

Ula przegrała z przeciętną Niemką Barrois. Mecz był słaby. Z obu stron. Ula przegrała jednak zasłużenie. Niemka była bowiem cierpliwsza. Trochę przypominało to porażki Marty Domachowskiej. Polka grała mocno, ale niekoniecznie celnie. Rywalka wygrała, bo przebijała piłki za siatkę.

Po meczu trener Radwański mówił m.in. tak:

- Tu nie chodzi o nerwy. To była, niestety, kopia meczu z zeszłego roku z Robertą Vinci, która ograła Ulę w II rundzie eliminacji do US Open. Ula nie jest w stanie grać z zawodniczkami, które gają dobrze top-spin, slajs z bekhendu, czyli po prostu mieszają grę. Niemka i Vinci grają identycznie. Barrois jeszcze do tego bardzo dobrze serwuje. Ula nadal nie umie wygrać nawet seta z taką tenisistką. Mówiąc krótko, nie lubi grać z rywalkami, które grają niewygodny tenis. Kiedy Agnieszka zagra jej na treningu slajsa albo na ciało, to się na nią wścieka. Nie lubi tego. Sęk w tym, że większość dziewczyn stara się grać niewygodnie dla rywalki. Ja mogę dać Uli na treningu wędkę, ale już ryb za nią łowić nie będę.

Radwański rozkładał też ręce nad mową ciała Urszuli, która po przegranych piłkach spuszcza wzrok i niemal wodzi nosem po korcie:

- I rusza się w zwolnionym tempie. Jest osowiała. To nie jest dobrze jeśli za chwilę trzeba skoczyć do piłki, zaatakować, zagrać ekstremalnie na szybkości. Tak też traci się punkty. Nie da się od razu z piekła przenieść do nieba.
Doznałem deja vu, bo ja już gdzieś kiedyś słyszałem taką mowę. Chodziło o Agnieszkę i działo się to w Lodnynie. Jak ktoś nie czytał - KONIECZNIE.

I olśniło mnie. To jest odruch obronny trenera Radwańskiego, który daje w ten sposób do zrozumienia, że córki go NIE SŁUCHAJĄ. Agnieszkę uczy serwisu, tego, tamtego i owego, ale ona nie słucha. Ulę uczy grać z niewygodnymi rywalkami, mówi, żeby nie była osowiała, ale ona też go nie słucha. Więc po przegranych meczach musi to powiedzieć. Głośno.

Za słabo znam stosunki Agnieszki i Uli z ojcem, szczególnie jeśli chodzi o treningi i przygotowania, by ocenić jak się sprawy mają. Czy rzeczywiście nie słuchają? Jeśli tak, dlaczego? Pytanie dziewczyn wprost o takie rzeczy, mija się z celem, bo nie powiedzą nic poza tym, że "tata tak gada po przegranym meczu".

Spytamy więc trenera, choć jak go znam, to emocje zaraz opadną i on też nic nie powie. Odruch obronny ma przez 10 minut po spotkaniu.

Trochę zdjęć z wtorku:

Urszula Radwańska

Ula w meczu z Barrois. W tle, na trybunach, nad literką M z ręką przy okularach - Robert Radwański.

Barrois

Niemka Barrois

ula

Ula była zła, parę razy walnęła rakietą w kort, pokrzyczała...

ula

Pokazywała też sędziom, że mają problem z oczami... "Taki aut był!!!"

kort 16

Grała na 16-tce

ula

W końcówce Ula poprosiła na kort trainerkę...

ula

...która zmieniała jej opatrunek na poobcieranych stopach

ula

- To nie miało znaczenia dla wyniku - mówiła Urszula.

niedziela, 09 sierpnia 2009
Radwańska: Ósma ćwiartka, ósma porażka

Agnieszka Radwańska

Sponsorem piątkowej porażki Agnieszki Radwańskiej z Soraną Cirsteą w Los Angeles była cyfra „osiem”.

Radwańska grała ósmy ćwierćfinał w tym sezonie i po raz ósmy została pokonana.

Tak to wyglądało od stycznia:

Sydney                     Dementiewa                    2:6, 7:5, 4:6

Paryż                       Mauresmo                       2:6, 0:6

Indian Wells             Pawluczenkowa                6:7 (8-10), 4:6

Stuttgart                   Safina                            4:6, 2:6

Rzym                       V. Williams                     1:6, 2:6

Eastbourne                Razzano                        6:7 (5-7), 5:7

Wimbledon                V. Williams                    1:6, 2:6

Los Angeles               Cirstea                          6:7 (4-7), 6:1, 5:7

Porażka z Cirsteą musiała być dla Agnieszki wyjątkowo bolesna. W poprzednich dwóch meczach z tą rywalką straciła tylko jednego gema (Stambuł 2008 - było 0:6, 0:6. Stanford 2009 - było 0:6, 1:6).

Myślę, że decydujące były nerwy. Agnieszka w tym sezonie nie wytrzymuje ciśnienia w meczach o dużą stawkę, gdy ma naprzeciw siebie rywalkę teoretycznie w swoim zasięgu.

Podobnie było w Indian Wells z Pawluczenkową i w Eastbourne z Razzano. W tych trzech turniejach Radwańska powinna zagrać co najmniej w półfinałach.

Przypomniał mi się wywiad, który w styczniu 2008 r. zrobiłem w Melbourne ze Svenem Groenefeldem, trenerem, który w piątek doradzał Cirstei w czasie meczu z Radwańską.

Groenefled powiedział wtedy o Agnieszce m.in.:

„To jedna z najlepszych obecnie tenisistek młodego pokolenia. Pamiętam ją jeszcze z czasów juniorskich, gdy wygrywała w Wielkim Szlemie. Nie ma żadnego kończącego uderzenia, jak np. Szarapowa, która potrafi wbijać rywalki w ziemię forhendami. Radwańska jest wszechstronna i to jest jej największy atut. Ale czasem jednak brakuje jej tego kończącego uderzenia. Było to widać choćby podczas meczu z Hantuchovą, gdy była w opałach. Słowaczka nacierała, Agnieszka grała równo, poprawnie, ale nie miała czym jej skontrować.”

No i coś, co moim zdaniem, jak ulał pasuje do tego, co się dzieje teraz:

„Agnieszka ma silną psychikę, nie boi się. Musi jednak uważać, bo w pewnym momencie role się odwrócą. To ona będzie bardzo wysoko w rankingu, to ona będzie faworytką, a każda dziewczyna będzie chciała ją pokonać i być bohaterką dnia. Zasada „bij mistrza" odwróci się przeciwko niej. To będzie dla Agnieszki ważny test. Polka lubi być niedoceniona, lubi grać z pozycji tenisistki skazanej na porażkę. Zobaczymy, jak sobie poradzi z odwrotną presją.”

Przypominam, że te słowa padły w styczniu 2008 r.

Nie udało mi się w weekend dodzwonić do trenera Radwańskiego. Co o porażce sądzą menedżer Victor Archutowski i Wojciech Fibak, będziecie mogli przeczytać wkrótce w naszym serwisie tenisowym w Sport.pl.

piątek, 07 sierpnia 2009
Californication

Urszula Radwańska

Agnieszka Radwańska

 

Jest tylko jedno takie miejsce na planecie Ziemia, gdzie siostry Radwańskie w tym samym czasie są w stanie zagrać dobry turniej. To słoneczna Kalifornia. Dlatego mój tytuł do wpisu sprzed dwóch dni „Radwańskie grają dziś w LA” wciąż jest aktualny! I oby był aktualny także w sobotę i niedzielę, bo siostry mogą zagrać ze sobą dopiero w finale. 

W marcu obie Radwańskie doszły do ćwierćfinałów wśród kaktusów Indian Wells, a teraz nieco bliżej Oceanu, w Los Angeles (a właściwie w Carson) też są już w ósemce.

Dlaczego siostry tak dobrze grają w Kalifornii? - spytałem w nocy z czwartku na piątek trenera Radwańskiego. - Bo tu powietrze jest jak u nas w Krakowie, dobrze się oddycha - zażartował w swoim stylu.

Agnieszka, póki co, imponuje świetną formą. Urszuli pomogło nieco szczęście, bo Na Li się kontuzjowała, ale zwycięstwo z Cibulkovą robi już jakieś wrażenie. Ważne, że grają dalej.

Nie będę przewidywał co stać się może w meczach z Cirsteą i Szarapową, bo ten blog - jak mogli zauważyć niektórzy jego stali czytelnicy - ma niezwykłą zdolność przewidywania biegu wydarzeń dokładnie na opak (czyli może powinienem napisać, że przegrają?).

Oba mecze ćwierćfinałowe ma pokazać Eurosport: Agnieszki z Cirsteą o 21 w piątek i Uli z Szarapową o 5 rano w sobotę. Ale ta druga informacja jest taka „nie do końca pewna”, więc proszę mnie nie obwiniać, jak ktoś wstanie, a zamiast meczu będą Telezakupy.

środa, 05 sierpnia 2009
Radwańskie grają dziś w LA

Agnieszka Radwańska - Ai Sugiyama

To będzie pierwszy mecz dla starszej z sióstr w turnieju w Los Angeles. Agnieszka jest bowiem rozstawiona z ósemką i w I rundzie miała wolny los. 34-letnia Japonka (WTA 76) w swoim pierwszym meczu wyeliminowała bez większych problemów grającą z dziką kartą Amerykankę Carly Gullikson (WTA 137).

Ai Sugiyama

Do tej pory Radwańska ze starszą o 14 lat Sugiyamą grała dwukrotnie. W 2007 r. w New Haven na twardej nawierzchni wygrała 7:6 (7-5), 3:6, 6:4. W kwietniu tego roku na korcie ziemnym w Gdyni w meczu Pucharu Federacji Agnieszka zwyciężyła 7:6 (7-5), 6:1.

Sugiyama wydaje się niezniszczalna. Zawodowo zaczęła grać w 1992 r., gdy Radwańska miała trzy latka. Od tego czasu rozegrała ponad 900 meczów w singlu, zarobiła ponad 8 mln dolarów. 61 razy z rzędu zagrała też w Wielkim Szlemie, co jest historycznym rekordem świata zarówno jeśli chodzi o kobiecy i męski tenis.

Sugiyama to także jedna z najlepszych deblistek globu ostatnich lat - wygrała 37 turniejów, w tym trzy Wielkie Szlemy. W 2003 r., gdy zwyciężyła w Wimbledonie i French Open, jej partnerką była Kim Clijsters (wracająca na kort w przyszłym tygodniu w Cincinnati).

Ostatnie wyniki Sugiyamy na kolana może nie powalają, ale np. w  Stanford Maria Szarapowa potrzebowała trzech zaciętych setów, by pokonać Japonkę.

Faworytką jest oczywiście Agnieszka, ale biorąc pod uwagę, że nigdy nie grało jej się z Japonką łatwo, mecz wcale nie musi być łatwy.

Bukmacherzy są bardzo optymistyczni. Typują 1,15 na Agnieszkę i ledwie 4,75 na Sugiyamę.

Urszula Radwańska - Dominika Cibulkova

Urszula (WTA 71) w I rundzie pewnie pokonała 6:1, 6:2 Francuzkę Julie Coin (WTA 63), co było pewnym zaskoczeniem, bo nawet trener Radwański mówił, że w LA na młodszą córkę za bardzo nie ma co stawiać. Okazało się jednak, że aklimatyzacja po przylocie z Turcji nie była taka straszna i Ula z 27-letnią Francuzką sobie poradziła bardzo łatwo.

Dominika Cibulkova

W II rundzie będzie jednak piekielnie ciężko o zwycięstwo. Dominika Cibulkova (WTA 16) w II rundzie Wimbledonu mimo problemów z kręgosłupem ograła Urszulę 6:2, 6:4. Urszula po tamtym meczu powiedziała: - Cibulkova ma może krótkie nóżki, ale biega po linii końcowej tak dobrze, że ciężko jej zrobić krzywdę. Była dla mnie za mocna, przebijała wszystkie piłki, nie popełniała właściwie błędów.

W Stanford, pierwszym turnieju na twardych kortach w tej części sezonu, Cibulkova przegrała w I rundzie z Samanthą Stosur, inną rewelacją tego sezonu.

Ula nie jest faworytką. Jej zwycięstwo uznałbym za bardzo miłą niespodziankę.

Bukmacherzy płacą 1,25 za wygraną Cibulkovej i 3,55 za zwycięstwo Polki.

* * *

Z tego co wiem, obu meczów nie będzie w żadnej telewizji ani też w internecie (nie grają w ogóle na centralnym korcie). Urszula gra o godz. 20, a Agnieszka bezpośrednio po jej meczu, ale nie wcześniej niż o 21.30. Wyniki na żywo można śledzić TUTAJ.

niedziela, 02 sierpnia 2009
Radwańskie grają z Beckhamem

Mark Burkhart

Agnieszka i Urszula Radwańskie grają w tym tygodniu w turnieju LA Women's Tennis Championships presented by Herbalife w Los Angeles.

Przyznam Wam się szczerze, że nieszczególnie lubię, gdy siostry grają w Kalifornii, bo z czysto dziennikarskiego punktu widzenia nie jest to najlepsza strefa czasowa do pisania tekstów :-). Dziewięć godzin różnicy oznacza, że będą grały zazwyczaj w środku nocy. Gdy w weekend chciałem pogadać z coachem Radwańskim, też musiałem dzwonić do niego po północy, by zamienić parę zdań w stylu „co tam u was słychać”.

Trener był właśnie na treningu z Agnieszką, a o godz. 17 lokalnego czasu w LA miała lądować Urszula, która grała w poprzednim tygodniu w Stambule. Co czeka Ulę i Agnieszkę w LA i co mówił na ten temat trener będziecie mogli niebawem przeczytać gdzieś TUTAJ.

Coach na treningu stwierdził coś w stylu „za płotem motocykliści robią fikołki po jakichś wertepach. Korty są położone obok obiektu dla sportów ekstremalnych.”

Bardzo mnie zaintrygowali owi motocykliści. Postanowiłem więc sprawdzić, o co chodzi.

Wynik mojego dziennikarskiego śledztwa :-) wskazuje, że za płotem mogli skakać Ivan Lazzarini, Mark Burkhart, Adrien Chareyre, Sylvain Bidart i spółka, czyli uczestnicy X Games w konkurencji SuperMoto X, której półfinały rozgrywane były właśnie w czasie naszej rozmowy w sobotę Pacific Time. Za płotem, bo X Games odbywają się w tym samym sportowym kompleksie, co turniej tenisowy, czyli w The Home Depot Center w Dominguez Hills w Carson, jakieś 20 km od centrum Los Angeles.

Home Depot Center to - jak chwalą się Amerykanie - największy na świecie kompleks sportowy jeśli chodzi o amatorski sport. Amatorski, bo formalnie leży na terenie kampusu California State University. W skład HDC wchodzi m.in. stadion na 27 tys. widzów, korty tenisowe z głównym na 8 tys. widzów, stadion lekkoatletyczny z trybunami na 10 tys. osób i kolarski welodrom na 2,5 tys. widzów plus hale i dziesiątki mniejszych obiektów i obiekcików.

Kompleks nie jest jednak tak do końca amatorski, bo np. na owym 27-tys. stadionie swoje mecze rozgrywają dwie drużyny zawodowej ligi MLS - Chivas USA oraz LA Galaxy Davida Beckhama. Beckham na terenie HDC ma też swoją akademię piłkarską. 

Na stronie turnieju kliknąłem też w zakładkę „Local Attractions” i muszę przyznać, że jest parę miejsc, gdzie można by się wybrać. Na miejscu Uli i Agnieszki nie odpadałbym z tego turnieju zbyt wcześnie...

Distances to Los Angeles Area Attractions

Great Western Forum  20 minutes

Hollywood Park Race Track   20 minutes

Venice Beach            20 minutes

Third Street Promenade and Montana Street: Santa Monica's eclectic shopping and dining area            30 minutes

Santa Monica Pier: Restaurants and attractions including the original hand carved wooden Merry-Go-Round from the movie "The Sting"   30 minutes

Downtown Los Angeles            30 minutes

The Queen Mary    30 minutes

Dodger Stadium            40 minutes

Hollywood Walk of Fame & Mann's Chinese Theater            45 minutes

Universal Studios 45 minutes

Disneyland            40 minutes

Knott's Berry Farm    50 minutes

The Pond (Angel Stadium)            50 minutes

Magic Mountain            1 hour 15 minutes

Sea World in San Diego            2 hours 

wtorek, 30 czerwca 2009
Radwańska vs Radwański?

Na twitterze napisałem dziś, że "sport czasem bywa bardzo przewidywalny". Kiedy filigranowa dziewczyna spotyka się z wielkim, potężnie serwującym amerykańskim czołgiem, to wynik musi być zbliżony do 6:1, 6:2. Dla czołgu, oczywiście. Chyba, że wielki amerykański czołg się zepsuje, albo będzie prowadził ostrzał o jeden most za daleko. Czołg się jednak we wtorek nie zepsuł i do celu trafiał. Taki to był mecz, tak to wyglądało z trybuny prasowej: porykująca przy zabójczych petardach Williams, a z drugiej strony zazwyczaj bezradna Agnieszka. Szczerze mówiąc, taki rozwój wypadków jakoś specjalnie mnie nie zaskoczył. Dla mnie mecze Radwańskiej z Williams to są zawsze konfrontacje w dwóch różnych kategoriach wagowych. Konfrontacje dwóch różnych, skrajnych tenisowych stylów.

Dlatego w pierwszej chwili zaskoczył mnie bardzo trener Robert Radwański swoją oceną meczu. Spodziewałem się raczej żartów o amerykańskich czołgach. Ale coach, chyba po raz pierwszy, dokonał bardzo surowej oceny tenisa Agnieszki. Powiedział o słabym serwisie, że próbuje go u Agnieszki wzmocnić, ale się nie udaje się, bo to "jak walenie grochem o ścianę". Skrytykował nonszalancję w graniu zbyt wielu skrótów, skrytykował złe wybory taktyczne (Venus ma słabszy forhend, a Agnieszka grała jej ciągle na bekhend). I co najważniejsze, po raz pierwszy wypowiedział się na temat gestów Agnieszki na korcie. Do mikrofonów powiedział, że Agnieszka „snuje się po korcie jak śnięta rybka i wpatruje we własne buty". Zabrakło mu woli walki: "W takich meczach musi być więcej dynamiki, agresji, zadziorności, a ona wychodzi na kort osowiała, jakby była przestraszoną juniorką. Jej mowa ciała w takich meczach jest skandaliczna. Musi być tygrysem, który chce wygrać mecz, a nie stroić miny, jak coś nie wyjdzie. Żeby wygrać z Venus w ćwierćfinale Szlema, trzeba zagrać mecz życia, a nie jakiś spacerek treningowy, jakby się szło zaraz do kina". - mówił.

Mocne słowa. Bardzo.

W pierwszej chwili pomyślałem, że Radwański jest jednak zbyt surowy. Ale wszystko, co mówił, z grubsza ma pewien sens. Serwis - wiadomo, pięta achillesowa. Miny i jakikolwiek brak emocji na korcie u Agnieszki - no, to też prawda, choć może język użyty przez trenera był za ostry. Zacząłem się więc zastanawiać, o co chodzi. Dlaczego dziś?

Agnieszka na konferencji zbyła to wszystko czymś w stylu „z boku to łatwo tak krytykować. Nic nowego, ale to ja byłam na korcie".

Sęk w tym, że i trener ma trochę racji w tym, co mówi, ale Agnieszka też - w końcu to ona grała z Williams. Amerykanka nikomu nie daje tutaj szans, bez względu na miny, czy serwis.

Na razie nie umiem ocenić, czy to, co się stało, to zwykłe pomeczowe zdenerwowanie trenera, który w przypływach emocji mówi nagle to, co ma zazwyczaj schowane w głowie głęboko, czy to może jednak początek czegoś innego, może konfliktu na linii trener - zawodniczka? Dla mnie brzmi to jak herezja, bo na ile znam Radwańskich, za dwa dni wszystko wróci do normy, a trener zapytany o mecz z Venus powie, że z czołgiem wygrać się przecież nie da. Ale trzeba być czujnym...

PS. Dziś zdjęć nie będzie, bo nie mogę znaleźć kabelka. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Inni blogerzy Sport.pl
Jestem też na
 
    follow me on Twitter