Blog nie tylko o tenisie i niekoniecznie na serio. Autorem jest Jakub Ciastoń, dziennikarz Gazety i portalu Sport.pl
wtorek, 24 maja 2011
Wielki mecz Kubota! Najlepszy w karierze?

Łukasz Kubot

Po fantastycznym zwycięstwie Łukasza Kubota z Nicolasem Almagro 3:6, 2:6, 7:6 (7-3), 7:6 (7-5), 6:4 w I rundzie Rolanda Garrosa próbowałem sobie przypomnieć równie efektowną wygraną Polaka... i nie mogłem.

Moim zdaniem to był najlepszy mecz Łukasza w karierze i prawdopodobnie w ogóle najlepszy mecz polskiego tenisisty od czasów Wojciecha Fibaka.

Owszem, Kubot ogrywał już m.in. Roddicka, ale w dużo mniej spektakularnych okolicznościach - nie w tak emocjonującej pięciosetówce i przede wszystkim nie w Wielkim Szlemie (tylko w Pekinie, Roddick był wtedy właściwie „prosto z samolotu”). W styczniu w Australian Open Łukasz ograł też Sama Querrey’a, też rozstawionego, też w pięciu setach, też na Szlemie, ale nie grał wtedy tak efektownie jak dziś i nie było takich fenomenalnych emocji. Michał Przysiężny też odnosił wielkie zwycięstwa - np. na Wimbledonie z Ivanem Ljubiciciem, ale poziom meczu, i przede wszystkim dramaturgia, były wtedy na znacznie niższym poziomie.

Odrobienie strat od 0-2 w setach i jeszcze od 0:3 w piątym secie aż do końcowego zwycięstwa? Czegoś takiego sobie nie przypominam. Musiałbym też solidnie pogrzebać w głowie, żeby znaleźć podobny mecz Agnieszki Radwańskiej (tak na szybko przychodzi mi do głowy Pietrowa na Australian Open 2008).

Oczywiście to była I runda, a Kubot był już raz w 1/8 finału Szlema, ale Almagro to nie jest jakiś tam grajek, tylko porządny Hiszpan, numer 12 na świecie. Od początku kariery zarobił 5 mln dol. W tym sezonie wygrał już TRZY turnieje na czerwonej mączce - w Costa do Saupie, Buenos Aires i Nicei. Był też w półfinale w Barcelonie, gdzie ograł m.in. Dawidienkę i Ferrero. Wygrywał też z Belluccim, Mayerem, Chelą, Robredo, Acasuso. Każdy, kto interesuje się tenisem, wie co znaczą te nazwiska na czerwonej mączce.

Łukasz wygrał z klasowym rywalem, ale zaimponował mi przede wszystkim tym, że się nie poddał, że walczył do końca. Brawurowa ofensywa, serve & volley w niemal każdej akcji od trzeciego seta w górę, woleje na granicy szaleństwa, ryzyko, ataki do siatki po returnach - tak odważnie grającego Łukasza też nie pamiętam.

Dlatego moim zdaniem to był największy mecz polskiego tenisisty od bardzo bardzo bardzo dawna. Czapki z głów. I oby tak dalej. Łukasz tak właśnie powinien grać.

Roland Garros - komu pomagają nowe piłki?

Roland Garros 2011 balls

Na mocy nowego pięcioletniego kontraktu od tego roku na kortach Rolanda Garrosa gra się piłkami Babolata, a nie wysłużonego Dunlopa.

Zmiana piłek na Wielkim Szlemie to duże wydarzenie. Dość powiedzieć, że np. na Wimbledonie od 1902 r. gra się nieprzerwanie piłkami jednego producenta - Slazengera. Ostatnio piłki zmieniał Australian Open - w 2006 r.

Na temat nowych piłek jest multum różnych opinii, ale dominują dwie. Babolaty są szybsze i lżejsze od Dunlopów. Niektórzy dodają, że wolniej chłoną wilgoć (co jest logiczne, jeśli mają być szybsze i lżejsze). Ale ponoć po rozegraniu kilku gemów tracą na szybkości (hmmm, a Dunlopy nie traciły?).

Co to oznacza dla rywalizacji?

„The balls are strange” - zaczął dyskusję tajemniczo Stan Wawrinka, rozstawiony z nr 14.

„They’re going fast through the air” - mówi Amerykanka Bethanie Mattek-Sands. “I don’t mind that. I actually like it if it’s fast-paced.”

Opinia na temat nowych piłek zależy często od wyniku. Sam Stosur, która pokonała Czeszkę Ivetę Benesovą stwierdziła, że „They might be a little bit harder” ale... “I don’t think that’s a bad thing or a good thing. It’s just what they are.”

Natomiast pokonana Benesova powiedziała: “It helps someone like her, they are much faster. I feel like I cannot control them as well as the previous ones. So I like the ones before better. I don’t know why they changed it. … These are for the big hitters’ advantage, for sure.”

Opinia kolejnego tenisisty może być istotna, bo Ruben Ramirez Hidalgo, przegrał 13 z ostatnich 14 meczów w Szlemie. Ale tym razem - nowymi piłkami Babolata - pokonał w I rundzie rozstawionego Marina Cilicia. “I like those new balls. They suit my game. When you put some topspin, they bounce back higher - and it’s good for me.” - zawyrokował Ruben.

No dobrze, ale przejdźmy do naprawdę ważnych postaci. Nowe piłki, monsieur Djoković? “The balls are very, very fast, so it’s really difficult to control,” powiedział niepokonany od 40 meczów Serb. “Maybe it’s going to favor the servers and the big hitters. But you never know. I mean, it still is clay.”

Roger Federer: “The balls are faster, indeed. It might be a bit difficult in the beginning, but in the end, they’re not that fast.”

Federer, ale też m.in. Murray - bardzo słusznie - narzekali, że nowymi piłkami gra się wyłącznie na French Open. W poprzedzających Wielki Szlem turniejach grano Dunlopami.

Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie, skoro Francesca Schiavone, broniąca tytułu wśród kobiet, mówi tak: “They’ve very similar - or maybe the same”.

W tak rozbudowanej dyskusji nie może nie pojawić się wątek pogody. Rzecznik Francuskiej Federacji Tenisowej, organizującej, turniej, powiedział tak: „The balls are made the exact same way as their Dunlop predecessors. If players get the sense that this year’s balls travel faster and bounce higher, it’s because the weather has been dry and warm lately. It hasn’t been raining for two months now. The playing conditions are much more faster than last year. The players don’t remember that last year, when they arrived in Paris, the weather was very damp. The balls were waterlogged; they didn’t bounce back at the same height.”

Ahaaaaaa..

Ok., niech rozstrzygnie król. Señor Nadal?

„They are typical Roland Garros ball. A bit faster and harder than usual which allows speed and high bounces. I actually like them”.

Może poprzestańmy na konstatacji, że nowe piłki pomagają zwycięzcom, a przeszkadzają pokonanym.

poniedziałek, 23 maja 2011
Dlaczego nikt nie wierzy w Djokovicia?

Novak Djoković

Djoković wygrał 40 meczów z rzędu, siedem turniejów w tym roku, 13 spotkań z zawodnikami z TOP 10, trzykrotnie ograł Federera, cztery razy Nadala, w tym dwa razy na czerwonej mączce.

Boris Becker mówi Reutersowi, że Serb gra fenomenalnie. Fabrice Santoro dodaje w „Gazecie”, że zrobił niesamowity postęp, że jego forhend jest dziś zabójczy. John McEnroe chwali niezwykłą mentalną metamorfozę, a Pete Sampras uważa, że Novak stał się nowym człowiekiem.

Ale wszyscy eksperci i bukmacherzy stawiają w Paryżu na wygraną Rafaela Nadala. Dlaczego?

Argumenty są z grubsza takie:

1. To jest Wielki Szlem, a nie jakiś tam Rzym, czy Madryt. Żeby wygrać, trzeba zagrać siedem meczów, a nie pięć. Inny wysiłek, inna bajka.

2. Gra się do trzech wygranych setów, są wyniszczające pięciosetówki, a Nadal to zwierzę, które może biegać sześć godzin i wciąż odbijać piłkę tam, gdzie chce.

3. Rafa zna w paryskich kortach każde ziarenko, każdą dziurkę. To jest mączka, która pasuje mu najbardziej, nie taka jak w Madrycie, czy Rzymie. To jest mączka Rafy, niepowtarzalna, idealna dla niego kombinacja wysokości nad poziomem morza, trajektorii odbicia piłki po koźle itd.

4. Presja, kolego Djoković. Nie przegrałeś od pół roku? A Rafael Nadal przegrał w Paryżu jeden mecz od 2005 r. Zdobył pięć tytułów. Na korcie znów zmieni się we wściekłego byka i staranuje wszystko, z tobą włącznie.

Ok, argumenty są rozsądne, właściwie podpisuje się pod nimi, ale mnie jednak nurtuje kilka rzeczy, które powinny przemawiać za Djokoviciem, a jakoś rzadko są brane pod uwagę:

1. Serb wygrał z Nadalem w tym roku CZTERY razy, nie trzy, dwa, czy jeden, tylko CZTERY. To jest prawidłowość, trend, a nie przypadek, czy coś co wynika z niuansów mikro-różnic w nawierzchni.

2. Na czerwonej mączce nikt poza Djokoviciem nie pokonał Nadala DWA razy w tym samym sezonie. A ja widziałem finały w Madrycie i Rzymie. I muszę przyznać, że to nie były bardzo wyrównane spotkania. Djoković DOMINOWAŁ nad Nadalem wyraźnie, KONTROLOWAŁ te mecze.  

3. Czy od pięciosetowych meczów albo specyfiki paryskich kortów Serb przestanie mieć nad Hiszpanem przewagę taktyczną, którą obserwowaliśmy w Rzymie i Madrycie - bekhend zabijający forhend Nadala, lepszy serwis, lepszy return? Być może w piątym secie, ale dlaczego Djoković ma nie wygrać w trzech setach? Ktoś go podmęczy przed finałem? Kto, skoro ma bilans 13-0 z Top 10?

4. Presja Djokovicia? No ale przecież jej brak to jest właśnie największa zmiana w tenisie Serba! Facet wygrał Puchar Davisa, Australian Open, wygrał wszystko od pół roku i nawet nie mrugnął okiem.

 Ja też czuję podświadomie, że Nadal nie może przegrać w Paryżu, że to niemożliwe. Ale przypomnijcie sobie, jak to było z Federerem na Wimbledonie. Też wydawało się, że Roger jest tam niepokonany, że nigdy nie przegra. Nagle okazało się jednak, że pojawił się rywal - tak jak dziś Djoković, który ZMIENIŁ SIĘ, ROZWINĄŁ - i Szwajcara pokonał. Był nim oczywiście Rafael Nadal. Wtedy też wszystko wskazywało już wcześniej, że Hiszpan jest od Federera lepszy, ale nikt nie potrafił sobie wyobrazić porażki Rogera w finale.

Obecna sytuacja przypomina mi tamtą. Co nie znaczy, że musi skończyć się tak samo. Uważam, że jeśli Djoković dojdzie do finału i stanie naprzeciw Hiszpana, to wygra, zakładając, że Nadal zagra tak samo jak w Rzymie i Madrycie. Ale jeśli Nadal wyciągnął z tamtych porażek jakieś taktyczne wnioski, wynik będzie sprawą otwartą. Rafa wygrywając Wimbledon i US Open udowodnił, że umie się zmieniać, dostosowywać do nowych warunków. Na dziś jest słabszym tenisistą niż Djoković, i nie ma prawa być traktowany jako główny faworyt, ale za dwa tygodnie już tak być nie musi.

PS. nieregularna relacja z Rolanda Garrosa na twitterze.

piątek, 03 września 2010
Huragan nadciąga. Podobno

Czekając na mecz Agnieszki z Peng, wrzucam kilka zdjęć - z pojedynku Przysiężnego z Montanesem i dzisiejszego meczu Uli z Domingez-Lino. Nie będę nic o nich dodatkowo pisał, bo też wszystko zostało już napisane obszernie TU.

Generalnie, na blogowanie po prostu nie starcza mi czasu, bo akurat US Open jest turniejem bardzo pracochłonnym ze względu na różnicę czasu - muszę zazwyczaj minimum dwa razy pisać teksty do GW, na dwa różne deadline'y, i blog siłą rzeczy zaniedbuję, za co przepraszam. Ale może przy weekendzie coś się odmieni. Tym bardziej, że jutro ma ponoć padać, bo nadciąga huragan Earl. Zobaczymy ile są warte prognozy pogodny made in USA. Huragan by się przydał. Chciałbym wreszcie pojechać na Manhattan, bo wierzcie lub nie, ale nie miałem jeszcze czasu. Na razie od tygodnia kursuje z Brooklynu na Queens i z powrotem w godzinach 8 rano - północ. Poza kortami, widziałem tylko metro :-) Ale i tak nie narzekam, byle tylko Agnieszka wygrała z Peng!

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

US Open 2010

sobota, 28 sierpnia 2010
US Open. Day minus 3. Sereno, pokaż nam swojego footdoca

Czytałem dziś w metrze jadąc na korty New York Timesa, który walnął całkiem spory artykulik o tym, że ta kontuzja Sereny Williams jest co najmniej enigmatyczna („Williams’s Injury Needs Explanation" - już sam tytuł mówi wiele).

No, bo rzeczywiście trochę to dziwna sekwencja zdarzeń - przecina sobie stopę szkłem w restauracji (nie wiadomo zresztą do dziś gdzie dokładnie i jak to było), chwilę później gra mecz pokazowy z Kim Clijsters, paraduje w szpilkach na różnych imprezach, potem nagle jest komunikat o operacji, a po nim komunikat, że największa gwiazda amerykańskiego tenisa nie zagra w US Open.

Jeśli New York Times węszy i stawia pytania o co tu u licha chodzi, to moim zdaniem coś jest na rzeczy. Tylko nie wiadomo co. Padają sugestie, że może po prostu Amerykanka wie, że jest bez formy na tytuł i jakoś trzeba się było wymiksować. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni.

Ja dzisiejszy dzień spędziłem pracowicie polując na naszych tenisistów, czego owoce możecie znaleźć mam nadzieję TU. Chciałem zrobić jakieś zdjęcia, ale Agnieszka Radwańska uparła się mieć trening w najbardziej niedostępnym miejscu na kortach, któremu mój przedpotopowy Power Cybershot, czy jak on tam się zwie, nie podołał.

 Radwańska, US Open 2010

Daleko, siatka, a jak chciałem podjeść z drugiej strony, to okazało się, że tam jest pole golfowe dla dzieci i trzeba zapłacić. No i przyjść z dzieckiem.

I, gdy tak się kręciłem, czekając na Agnieszkę i trenera, zobaczyłem pod kortem gdzie trenowali, samochód z taką oto rejestracją:

Radwańska, US Open 2010 

„A Footdoc", czyli lekarz od stóp, a powyżej „Podiatrist", czyli podolodzy. Za Wikipedią: „Podologia, podiatria - dziedzina medycyny zajmująca się diagnozowaniem i leczeniem (także chirurgicznym) chorób stopy i stawu skokowo-goleniowego. Podolodzy szczególnie często leczą sportowców. W Polsce podologia jest jeszcze dziedziną raczkującą.

 Najbardziej podobało mi się jednak „Specialists Since 1895", no i naklejka na szybie:

 Radwańska, US Open 2010

Radwańska, US Open 2010

Sereno Williams, pokaż nam swojego podologa, chcemy z nim pogadać!

  

sobota, 26 czerwca 2010
Wimbledon - chwila prawdy Radwańskiej

Agnieszka Radwańska, Wimbledon 2010

Agnieszka Radwańska wygrała z Włoszką Sarą Errani 6:3, 6:1 i po raz trzeci z rzędu awansowała w piątek do 1/8 finału Wimbledonu. W poniedziałek okaże się, czy - tak jak w 2008 i 2009 r. - znów uda jej się zagrać w ćwierćfinale.

Wynik na tablicy wygląda efektownie, ale spotkanie III rundy wcale nie było łatwe. Errani grała momentami świetnie i Agnieszka musiała się naprawdę solidnie napocić, żeby zwyciężyć. Na pomeczową konferencję przyszła amerykańska dziennikarka "Newsweeka", która do jakiegoś magazynu tenisowego pisze tekst o polskim tenisie. I Agnieszka musiała ją skarcić, że mecz wcale nie był łatwy, a potem trochę jej opowiadała o tym polskim tenisie. „No facilities, no money, no nothing. So, no. Can you imagine that like even in Krakow there's no hardcourts." - to chyba najlepsze zdanie z tej opowieści.

Agnieszka imponuje statystykami serwisowymi. Od początku turnieju nie straciła jeszcze własnego podania, co - jak sama mówi - jest wyczynem godnym męskiego tenisa.

Wszystko pięknie, dobra forma i serwis cieszą, ale nie popadajmy też od razu w hurraoptymizm. Tak naprawdę dopiero teraz zaczynają się dla Agnieszki schody. Losowanie w III pierwszych rundach miała bowiem idealne. Na Li będzie pierwszą rywalką z czołówki, która na dodatek, umie świetnie grać na trawie - niedawno pokonała w finale w Birmingham Marię Szarapową. Teraz okaże się, czy forma wróciła, czy tylko tak nam się wydawało, bo rywalki były z niskiej półki. Mam nadzieję, że będzie dobrze. I niech się Serena boi.

Jutro dzień wolny. Na korty i na twitterową relację na żywo, zapraszam znów w poniedziałek.

piątek, 25 czerwca 2010
Wimbledon - jeszcze o Isner vs. Mahut

11 000 000

funtów postawiono w trakcie meczu w zakładach bukmacherskich

980

punktów zagrali w meczu. Więcej - 502 wygrał Mahut, Isner - 478.

183

gemy, które rozegrali to o 36 gemów więcej niż potrzebował Guillermo Villas, by wygrać US Open w 1977 r. Argentyńczyk w siedmiu meczach rozegrał 147 gemów

4

meczbole zmarnował Isner w piątym secie. Pierwszego przy 10:9, dwa kolejne przy 33:32 i jednego przy 59:58

168

razy z rzędu utrzymali swoje serwisy w gemach. Do ostatniego breaka przed końcem meczu doszło w drugim gemie drugiego seta, gdy Isner został przełamany na 0:2

215

asów posłali w sumie w jednym meczu, co jest wynikiem aż o 119 wyższym niż poprzedni rekord - Stepanek vs. Karlović w Pucharze Davisa (96)

42

chłopców i dziewczynek do podawania piłek przewinęło się przez kort w ciągu trzech dni

12

energetycznych batoników zjedli

3

banany

40

butelek wody (mniej więcej)

126

piłek zużyto. Piłki były zmieniane 20 razy

1

przerwa na toaletę dla zawodników w trakcie piątego seta była w środę, gdy na korcie spędzili w sumie 7 godzin i sześć minut

0

tyle razy w toalecie był sędzia stołkowy Mohamed Lahyani ze Szwecji. “It has been quite amazing to be involved with such an extraordinary match. I can’t imagine seeing another one like it in my lifetime. When you are so focussed and every point feels like a match point you just don’t even think about eating or needing the bathroom. I TRAVEL ECONOMY. SEVEN HOURS SITTING STILL ON COURT IS NOTHING.” - stwierdził sędzia.

Zależy ile macie czasu

Mahut do francuskich dziennikarzy w odpowiedzi na pytanie, co może powiedzieć o takim meczu.

Żart rysunkowy w jednej z gazet: Mąż z kochanką w łóżku. On do niej: - Spokojnie kochanie, mamy 11 godzin. Powiedziałem żonie, że gram w tenisa.

Isner vs. Mahut

Isner vs. Mahut

Isner vs. Mahut

Isner vs. Mahut

Isner vs. Mahut

Isner vs. Mahut

Wimbledon - Her Majesty The Queen

Przyjechała w czwartek około południa i wywołała wielkie poruszenie. Sam poszedłem popatrzeć. Kiedy zobaczyłem Ją z daleka, myślałem, że to jakaś pomyłka. Alejkami na kortach przechadzała się malutka staruszka w kapelusiku. „Myślałem, że jest wyższa" - przemknęło mi przez głowę. Wszędzie, gdzie tylko przechodziła, towarzyszył jej dziki tłum kibiców.

84-letnia Elżbieta II została poprowadzona przez Tima Phillipsa, szefa All England Lawn Tennis & Croquet Club, wzdłuż Wzgórza Henmana, a później na chwilę weszła na kort nr 14, gdzie rzuciła okiem na trenującą, specjalnie wyselekcjonowaną, grupkę dzieci. Później zniknęła w czeluściach klubowego budynku, gdzie nikt niezaproszony nie miał już wstępu.

Przywitała się z zawodnikami - m.in. Caroliną Wozniacką, Jeleną Janković, siostrami Williams (które do dygania przed nią przygotowywały się od tygodnia), Andym Roddickiem (bez czapki i w gustownym sweterku wyglądał wprost komicznie) oraz z Rogerem Federerem. Małym zgrzytem była nieobecność Rafaela Nadala, który też był zaproszony, ale odmówił, bo w tym czasie miał zaplanowany trening. - Nigdy nie zmieniam mojego planu dnia, nawet dla Królowej, co nie znaczy, że jej nie szanuję. Szanuję też jednak turniej, w którym gram - wyjaśniał Hiszpan.

Na koniec Królowa obejrzała mecz Andy'ego Murray'a z Jarkko Nieminenem. Szkot nie zawiódł Jej Królewskiej Mości i wygrał pewnie w trzech setach. Schodząc z kortu obaj się grzecznie pokłonili, a później zamienili jeszcze z Elżbietą kilka zdań. Murray nie chciał powiedzieć o czym rozmawiali. - To prywatna sprawa - stwierdził.

Królowa odwiedziła Wimbledon po raz pierwszy od 1977 r., czyli od ostatniego brytyjskiego zwycięstwa Virginii Wade. „Jeśli utrzyma formę, jej kolejnej wizyty możemy spodziewać się gdzieś w okolicach roku 2043" - zakończył swoją relację „Guardian".

Wimbledon, Queen Elisabeth II

Wimbledon, Queen Elisabeth II

Wimbledon, Queen Elisabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

Wimbledon, Queen Elizabeth II

wtorek, 22 czerwca 2010
Wimbledon - na żywo dzień 2

Chcesz wiedzieć, co w trawie piszczy? Zapraszam na nieregularną relację twitterową na żywo prosto z kortów przy Church Road. Dziś gra m.in. Radwańska, Kubot, Nadal, Serena.

poniedziałek, 21 czerwca 2010
Wimbledon - brawo Ołówek

Michał Przysiężny

Mundial, mundialem, a w Wimbledonie Polak wygrał dziś mecz w męskim singlu po raz pierwszy od 24 lat. Michał Przysiężny pokonał w poniedziałek Ivana Ljubicicia, były numer trzy na świecie.

Naprawdę fajny mecz zagrał Michał, który zupełnie serio powiedział potem na konferencji, że oglądał rywala na YouTubie i stąd wiedział, co ma grać - dużo na forhend oraz klasycznie serwis na bekhend i do siatki. - Ci goście z czołówki wcale się tak bardzo od nas nie różnią. Najważniejsza jest wiara w siebie. Ja zmieniłem jakiś czas temu swoje nastawienie. Powiedziałem sobie "wyluzuj, nie przejmuj się, jak nie idzie, to nie idzie, po prostu graj z uśmiechem na ustach." I tak jakoś awansowałem z siódmej setki do pierwszej - mówił Przysiężny. I to powinno być motto nie tylko polskiego tenisa, ale być może w ogóle motto polskich sportowców.

Przyjemnie było posłuchać Michała, który mówił potem o tych wszystkich wielkich tenisistach per „goście". - Ci goście wcale nie są tacy super. My, Polacy też potrafimy tak grać, nie rozumiem dlaczego tyle czasu nam się to nie udawało - mówił Michał. Święte słowa.

Na kort numer osiem przyszło go dopingować sporo Polaków - widziałem m.in. Klaudię Jans, Marcina Matkowskiego, Mariusza Fyrstenberga, Urszulę Radwańską z mamą. Po treningu Agnieszki przyszedł też papa Radwański. I on też mówił o pewności siebie, że najważniejsze dla tenisisty, który właśnie przebył długą drogę z czeluści rankingowych głębin do pierwszej setki jest ogranie, doświadczenie, oswojenie się choćby z wielkoszlemową atmosferą, gdzie kibiców jest tłum, a nie pięciu na krzyż. Michała przytłoczyła ta atmosfera w Paryżu, a teraz już nie, i wygrał w świetnym stylu.

Czekam na kolejny taki mecz. Mam nadzieję, że już w środę. A we wtorek na Agnieszkę i Łukasza. Jest szansa na trójkę Polaków w II rundzie!

PS. Bonus. Jeśli ktoś nie wie, dlaczego Michał Przysiężny ma ksywę Ołówek, objaśniam: Dawno, dawno temu, miał podobno taką fryzurę jak bohater bajki o „Zaczarowanym ołówku". Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić, ale ponoć to prawda. Ponoć, bo Michał unika w wywiadach tematu ołówkowego, choć ksywę akceptuje.  

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Inni blogerzy Sport.pl
Jestem też na
 
    follow me on Twitter