Blog nie tylko o tenisie i niekoniecznie na serio. Autorem jest Jakub Ciastoń, dziennikarz Gazety i portalu Sport.pl
czwartek, 16 czerwca 2011
To może być piękny Wimbledon

Jutro lecę do Londynu i od soboty planuję nadawanie relacji do Sport.pl z kortów przy Church Road (a od poniedziałku także do „Gazety”).

Tegoroczny Wimbledon zapowiada się niezwykle ciekawie. W męskim turnieju o zwycięstwo powalczy odmieniony po French Open Federer (ofensywny, świetnie serwujący, wierzący w siebie); broniący tytułu Nadal, któremu znów będzie sprzyjać wolniejsza od kilku lat londyńska trawa (ale też szybkie nogi i top-spin); nieco zapomniany Djoković (jego seria porażek z rzędu w liczbie „jeden” - jak żartował na Twitterze Ivo Karlović - zapewne szybko się skończy); no i Murray, pędzony jak zwykle do tytułu marzeniami brytyjskiej prasy (przeczytałem gdzieś taki „scenariusz”, że 2 lipca David Haye pokonuje Kliczkę, a dzień później Murray zdobywa tytuł :-))))

U kobiet mamy znów niewiadomą, ale tym razem z nowym składnikiem - powrotem sióstr Williams. Czy Serena po 11 miesiącach przerwy będzie mogła, ot, tak, wejść na kort i wygrać znów Wimbledon? A Venus, która nie grała sześć miesięcy? W jaki sposób odpowie Karolina Woźniacka? Zacznie wreszcie grać bardziej ofensywnie? Co pokaże zeszłoroczna półfinalistka Kvitova, finalistka Zwonariewa, Chinka Li, Szarapowa?

Wreszcie - co zaprezentują Polacy - Agnieszka Radwańska i Łukasz Kubot (już pewny awansu, co najmniej jako lucky loser) oraz być może Jerzy Janowicz (ma grać ostatnią rundę eliminacji w piątek)?

Co by nie mówić o Agnieszce, tegoroczne wyniki w Wielkim Szlemie ma bardzo dobre - ćwierćfinał Australian Open, 1/8 French Open. Na Wimbledonie, na trawie, gdzie jej techniczne gierki, woleje, skróciki i cała reszta jest najbardziej śmiercionośna dla rywalek, powinno być jeszcze lepiej. Może czas na pierwszy półfinał?

Jutro losowanie. Mam nadzieję, że siostry Williams wylądują w innym kącie drabinki.

Aha, gdzieś wyczytałem, że w poniedziałek, w pierwszy dzień turnieju, ma ponoć lać cały dzień. Mam nadzieję, że to też nie będzie miało miejsca. A jak już ma padać, to niech siostry Williams wpadną na siebie szybko, a jedna z nich na Radwańską - dopiero w finale. Przegranym, rzecz jasna :-)

piątek, 03 czerwca 2011
Przed męskimi półfinałami Rolanda Garrosa

Dziś są urodziny Rafaela Nadala. Hiszpan skończył 25 lat i - jeśli wygra z Andym Murray’em - może sprawić sobie prezent awansując do szóstego w karierze finału Rolanda Garrosa. Może też - jeśli w drugim półfinale Novak Djoković pokona Rogera Federera - stracić jednocześnie prowadzenie w rankingu ATP. Jeśli Serb i Hiszpan znajdą się jednocześnie w finale, to bez względu na jego wynik końcowy, Djoković zostanie od poniedziałku nowym numerem jeden męskiego tenisa. Czy tak właśnie będzie? Czy urodziny Rafaela Nadala będą słodko-gorzkie?

Rafael Nadal

Rafael Nadal vs. Andy Murray

Za Murray’em, który w półfinale French Open jest po raz pierwszy w życiu, przemawia brak presji, a jak wiemy, w jego przypadku to rzecz bezcenna (vide trzy przegrane wielkoszlemowe finały). Brytyjscy dziennikarze i 60 milionów rodaków oczekują od tego skromnego szkockiego chłopca zwycięskiej chwały. Oczekują spełnienia imperialnych tenisowych ambicji Zjednoczonego Królestwa i wynagrodzenia mu trwającego już 75 lat upokarzającego oczekiwania na wielkoszlemowy triumf (Fred Perry). Ale akurat nie w Paryżu. Tam nikt nigdy na Murraya nie stawiał i dziś też nie postawi. Czy to mu pomoże? Murray grać na mączce umie, bo uczył się w hiszpańskich akademiach, ale na kortach ziemnych rybą w wodzie jednak nie bywa. Jego żywiołem są korty twarde. Murray nigdy z Nadalem na mączce nie wygrał, ba, nigdy nie pokonał go na innej nawierzchni niż kort twardy (bilans 0-5). Dziś, choć czuję, że to może być efektowny mecz, będzie chyba tak samo. Rafa po zwycięstwie nad Soederingiem znów zmienił się bowiem w bestię, uwierzył w siebie, i zmiażdży Murray’a samą siłą rozpędu. Tak myślę.

Novak Djokovic

Novak Djoković vs. Roger Federer

Wiem, że wiele osób wierzy w tym meczu w niespodziankę, ale moim zdaniem Djoković jest zdecydowanym faworytem i powinien wygrać. Tak jak pisałem już kilka postów temu - Federer czuje się dobrze, gdy dominuje nad rywalem. Tym razem tak nie będzie, bo Djoković będzie umiał się przeciwstawić jego ofensywnej grze, tak jak zrobił to już trzy razy w tym sezonie. Przyciśnięty Federer, to Federer, który się myli, szczególnie z bekhendu i pewnie to znów będzie kluczem do zwycięstwa Serba. Djokovicia mogłaby pogrążyć jakaś kontuzja, zapaść serwisowa, utrata pewności siebie, nerwy, ale skoro nie pojawiły się tyle czasu, to czemu miałby zaatakować go akurat dziś?

I jeszcze jedno - spójrzcie jak (w kontraście do kobiet) - przewidywalny zrobił się dziś męski tenis. Mamy bardzo wyraźną hierarchię. W półfinałach znalazła się najlepsza czwórka, do finału powinna przejść najlepsza dwójka (która zmierzyłaby się w trzecim z rzędu finale turnieju na tej nawierzchni). I dopiero wtedy, coś może się zmienić zgodnie z tą logiką lub nie, ale to dopiero w niedzielę...

czwartek, 02 czerwca 2011
Przed kobiecymi półfinałami Rolanda Garrosa

Francesca Schiavone

Marion Bartoli vs. Francesca Schiavone

Generalnie nie podejmuje się już typowania wyników kobiecego tenisa, ale gdybym miał pistolet przy głowie, postawiłbym na Schiavone. Włoszka gra bardziej kombinacyjny tenis, z wyjściami do siatki, wolejami, slajsowanym bekhendem, z dużą ilością podkręconych piłek. Bartoli takiego dokuczającego stylu nie lubi - z Agnieszką Radwańską przegrała bodajże sześciokrotnie. Ze Schiavone cztery razy. Francuzka woli dostawać długie piłki pod linię końcową, które potem świetnie umie skontrować. Włoszka tak grać raczej nie będzie. Schiavone dałbym też plus jeśli chodzi o psychiczną odporność, większe doświadczenie.

Na Li

Maria Szarapowa - Na Li

Siła ognia przemawia za Szarapową. Jeśli Rosjanka zagra tak skoncentrowana jak z Petkovic, to może zaprowadzić swoje porządki na korcie. Ale nie przekreślam szans Chinki, która na pewno lepiej się od Rosjanki rusza, jest regularniejsza, będzie popełniała mniej błędów. Azarenka, pokonana przez Li w ćwierćfinale, to w sumie był taki mniejszy klon Szarapowej, co mogłoby dawać przewagę świetnie grającej z kontry Chince. Czy kluczowy okaże się szwedzki trener Thomas Hogstedt, którego Rosjanka podebrała w zeszłym roku Li? Być może od doradzi Marii coś, co zdecyduje o losach meczu? Z pistoletem przy głowie, postawiłbym jednak na Na Li. Tak minimalnie.  

Cytat dnia (wczorajszego)

"The best player in the world today against the best player in history”

Rafa Nadal o piątkowym półfinale Roger Federer - Novak Djoković

środa, 01 czerwca 2011
Roland Garros i zagadka Federera

Roger Federer

Roger Federer jest jedynym tenisistą, który nie stracił jeszcze w tym roku w Paryżu seta. We wtorek pokonał Gaela Monfilsa i awansował do półfinału, w którym zmierzy się z Novakiem Djokoviciem. Przeglądając artykuły w zagranicznych mediach, różne wpisy na Twitterze, blogi, można odnieść wrażenie, że bardzo wiele osób wierzy, że Szwajcar może nie tylko z niepokonanym od 43 spotkań Serbem w piątek wygrać, ale także odnieść zwycięstwo w całym turnieju. Czy to rzeczywiście możliwe?

Co przemawia za Federerem:

1. Nie zapominajmy, że to najlepszy po Rafaelu Nadalu tenisista świata na czerwonej mączce w ostatnich latach. Gdyby nie Hiszpan, Federer miałby na koncie nie jeden (2009 r.), ale pewnie pięć tytułów French Open, bo w 2005 r. (półfinał) i w latach 2006-08 (finały) przegrywał na kortach ziemnych w stolicy Francji właśnie z Nadalem.

2. Presja, a właściwie jej brak. Chyba po raz pierwszy przed turniejem Wielkiego Szelma nikt w ogóle nie stawiał na Federera, nie wymieniał go nawet w gronie pretendentów do tytułu. Szwajcar przez ostatnie 16 miesięcy nie zagrał w wielkoszlemowym finale, pojawił się Djoković, Nadal wygrał US Open, groźny jest Murray, wrócił Del Potro, doszło więc do tego, że Roger zszedł zupełnie w cień. I taka rola delikatnego outsidera doskonale mu służy, o czym sam mówi często na konferencjach prasowych. - Presja będzie na Djokoviciu - powiedział przed półfinałem Federer.

3. Jeśli chodzi o sam półfinał z Djokoviciem, to nie zapominajmy, kto jest tenisistą, który po raz ostatni zwyciężył z Serbem. Był nim właśnie Federer w listopadzie 2010 r. podczas ATP World Tour Finals w Londynie. A, jak wiadomo, historia lubi zataczać koło. Szwajcar ma z Djokoviciem bilans 13-9 i 2-1 na kortach ziemnych.

4. Korty w Paryżu są w tym roku wyjątkowo szybkie, nowe piłki też. To idealne warunki dla ofensywnej gry Szwajcara. Djoković gra bardziej płasko niż Nadal i nie jest leworęczny, więc w półfinale słabszy bekhend Federera nie znajdzie się aż w takich opałach jak zazwyczaj na mączce działo się to w konfrontacjach z Hiszpanem.

5. Eksperci podkreślają też, że Federer jest w niesłychanie dobrej formie fizycznej. Podobno specjalnie pracował nad tym elementem przed Rolandem Garrosem. Rzeczywiście było to widać w poprzednich meczach.

Co przemawia przeciwko Szwajcarowi:

1. Klasa dotychczasowych rywali. Feliciano Lopez, Maxime Teixeira, Janko Tipsarević, Stanislas Wawrinka i Gael Monfils - to dla Federera były bułki z masełkiem, które zaciemniają obraz, bo wciąż nie wiemy, w jakiej tak naprawdę formie jest Roger. A intuicja podpowiada, że jest w formie, jak przez większość sezonu, czyli, jak na niego, takiej sobie.

2. Psychika. Szwajcar zawsze dominował wyraźnie nad rywalami, gdy od początku czuł, że ma przewagę na korcie, że kontroluje mecz. I, póki co, dostał w drabince samych takich przeciwników. Federer dopiero grając z Nadalem, Murra’yem, Del Potro, czy właśnie Djokoviciem, czyli gdy czuje, że gra toczy się na znacznie wyższym poziomie, zaczyna popełniać błędy, zwłaszcza z bekhendu, które są często kluczem do jego porażek.  

3. Statystyka. Co z tego, że Federer ma dodatni bilans zwycięstw nad Djokoviciem, skoro wyraźnie przegrał trzy ostatnie spotkania z nim. Dominacja Serba jest w tej chwili niepodważalna. Zresztą Novak potwierdził już swoją formę w Paryżu bijąc znacznie trudniejszych niż Roger rywali - m.in. Juana Martina del Potro i Richarda Gasqueta.

4. Nawierzchnia i piłki nie będą miały wielkiego znaczenia. Djoković też lubi szybkie korty i wygrał na czerwonej mączce w tym roku trzy turnieje, w finałach dwóch z nich pokonał Rafaela Nadala. Wiara, że źle zniesie presję też jest złudna. Silna psychika i brak presji to właśnie największa zmiana w tenisie Serba.

5. Federer ma już niemal 30 lat i choć bardzo by chciał odwrócić trend spadkowy, to raczej nie zdoła tego zrobić w Paryżu. Będą lepsze okazje, tam gdzie więcej zależy od serwisu i ofensywnej gry, a mniej od defensywy - na Wimbledonie i US Open.

* * *

Moim zdaniem zdecydowanym faworytem półfinału będzie Djoković, ale jeśli jakimś cudem Federer wygra, to wtedy jego końcowe zwycięstwo będzie zależało od tego, czy zmierzy się w finale z Nadalem, czy nie. Jeśli jego przeciwnikiem będzie Hiszpan, nie wierzę - mając w pamięci ich wcześniejsze konfrontacje - by mógł go pokonać. Każdego innego rywala - po ewentualnym cudownym przejściu Djokovicia - Roger powinien ograć (Soederling, Murray, Chela).

wtorek, 31 maja 2011
O Radwańskim, Radwańskiej i tenisowych imponderabiliach

Agnieszka Radwańska

Dlaczego trener Radwański jest tak wściekły po porażkach Agnieszki? Moim zdaniem on się wstydzi. Tak jak ojciec, który uczy dziecko siedzieć prosto przy stole i jeść widelcem, a kiedy przychodzą goście, musi się czerwienić, bo pociecha włazi na stół i wkłada całą rękę do talerza.

Radwański wstydzi się przed znajomymi, którzy siedzą obok, przed kumplami w Krakowie, przed dziennikarzami, którzy byli na meczu, wreszcie przed całą Polską.

Jest mu głupio, bo wie, że tak jak ten ojciec od widelca i stołu, on też nauczył córkę wszystkiego jak należy. Forhendów, bekhendów, dropszotów, atakować nauczył i grać odważnie też. I nie rozumie, dlaczego córka wiedząc to wszystko, nie umie wykorzystać prowadzenia w meczu z Szarapową i marnuje pięć setboli.

Czy Radwański wstydzi się od niedawna? Pamiętam Australian Open 2009. Agnieszka przegrała wtedy w I rundzie z Kateriną Bondarenko. Polscy dziennikarze (sztuk dwa) też podeszli wtedy po meczu do trenera, ale on uciekł z kortów i przez trzy dni się na nich nie pojawiał, dopóki złość i wstyd mu nie przeszły. Na Wimbledonie po przegranym meczu z Venus Williams nie uciekał, wstydził się już publicznie, choć tak ostre słowa jak wczoraj, wtedy jeszcze nie padły.

Czy ten publiczny wstyd Radwańskiego przynosi jakiś pożytek? Nie przynosi. Bo my wszyscy (koledzy trenera, dziennikarze, polscy fani tenisa) nie jesteśmy głupi i wiemy bez jego wstydu, że trener wykonał ogromną pracę szkoleniową, wiemy, że Agnieszka potrafi, że jest największym talentem polskiego tenisa. Połajanki Radwańskiego przynoszą skutek zupełnie odwrotny - zamiast trenera usprawiedliwić, czy bardziej szanować, zrażamy się do niego coraz bardziej, bo ktoś, kto tak ostro publicznie krytykuje własne dziecko/zawodniczkę, popełnia błąd (wychowawczy/szkoleniowy/marketingowy/ wizerunkowy). Trenera Radwańskiego zawsze bardzo ceniłem za szczerość, wolę stokrotnie jego prawdę prosto w oczy niż PR-owe półprawdy w stylu rzeczników prasowych wielkich korporacji, ale na litość boską, trzeba mieć trochę wyczucia!

Radwański popełnia w swojej ocenie sytuacji jeszcze jeden błąd, znacznie poważniejszy, fundamentalny. Można się zgodzić, że Agnieszka zawaliła końcówki obu setów (wyobraźmy sobie, że gdyby to grał ktoś inny na pewno napisalibyśmy, że „pękł psychicznie”, „nie wytrzymał ciśnienia” itd.). Ale trener nie uwzględnia w swojej ocenie KLASY RYWALKI. Szarapowa ma 190 cm wzrostu, zabija serwisem oraz ma kończące uderzenie z forhendu i bekhendu. I WŁAŚNIE TO sprawia, że w kluczowych momentach meczu gra jej się dużo łatwiej. Zawodniczka niższa o 20 cm, bez kończącego uderzenia, bez mocnego serwisu, znacznie słabsza fizycznie, musi w decydującym momencie zagrać niesamowicie kombinacyjny tenis albo strasznie ryzykowny, żeby wygrać. Szarapowa - ze swoimi atutami - ma znacznie ułatwione zadanie (tak naprawdę, choć tylko dwusetowy, to był najbardziej wyrównany mecz Radwańskiej z Szarapową od 2007 r.)

I o tym zapomina, wstydząc się za córkę, trener Radwański, co dziwi o tyle, że czasami potrafi jednak powiedzieć, że „Agnieszka jest filigranowa, krucha, nigdy nie będzie uderzać tak mocno jak siostry Williams, że na korcie musi przechytrzyć rywalki”. Ale przechytrzanie jest o wiele trudniejsze niż walenie mocno! Dlaczego Radwański nie potrafi tego powiedzieć po przegranym meczu z najsilniejszą obecnie pod względem siły ognia tenisistką?

Agnieszka powiedziała, że tak jest już „od 17 lat”, że „łatwo tacie krytykować z wysokości trybun” itd. itp. Mniej więcej tak samo komentowała krytykę ojca wcześniej. Na pytanie, czy w tych okolicznościach, dojdzie do zmiany trenera, rzuciła, że „być może, będziemy coś mieszać” (czyli co? doradca? coś w stylu Svena Groenefelda obok Woźniackiego?)

Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Takie awanturki już bowiem były i nigdy nic się nie zmieniało. Myślę, że nowy trener, byłby akurat w przypadku Radwańskich czymś kompletnie nie do przyjęcia. Nie chodzi już nawet o to, że Robert Radwański by z nim nie wytrzymał (i vice versa), ale sama Agnieszka - paradoksalnie - też.

Ona chyba nie czuje się do końca źle w obecnym układzie. To nie jest bowiem tak, że tylko Radwański niesłusznie złości się na córkę i bezsensownie się za nią publicznie wstydzi. Agnieszka też potrafi walnąć na odlew, wyjść obrażona z treningu, fuknąć na ojca przy użyciu nieparlamentarnych słów. Jego uwagi taktyczne jej się często nie podobają, odpowiada, że się „nie zna” albo mówi mu: „wejdź na kort i zagraj, jak jesteś taki mądry”.

My, postronni widzowie, patrzymy na to z boku i jesteśmy czasem zgorszeni, zniesmaczeni. Ale prawda jest taka, że ten rodzinny układ, choć toksyczny i głośny, doprowadził Agnieszkę do czterech ćwierćfinałów Wielkiego Szlema i pięciu milionów dolarów. Myślicie, że Agnieszka będzie chciała zmienić coś, co funkcjonuje tak dobrze?

Na razie obstawiam, że za trzy dni w rodzinie Radwańskich znów zapanuje olimpijski spokój.

poniedziałek, 30 maja 2011
Czy tak słaby Nadal może wygrać w Paryżu?

Rafael Nadal

Rafael Nadal awansował do ćwierćfinału, ale choć darzę Hiszpana ogromnym szacunkiem i sympatią, uważam, że w tym roku będzie mu bardzo trudno obronić tytuł w Paryżu i wyrównać rekord sześciu triumfów Bjorna Borga.

Nie chodzi już nawet o to, że z drugiej strony drabinki szaleje Novak Djoković, który nie dość, że gra kosmiczny tenis, to jeszcze ma szczęście, bo po wycofaniu się Włocha Fogniniego, awansował już do półfinału.

Nadal jest w tym roku w Paryżu słabszy niż w poprzednich latach. Nawet w 2009 r., gdy miał kłopoty z kolanami i jedyny raz dał się ograć w IV rundzie Soderlingowi, nie sprawiał aż tak złego wrażenia, jak teraz.

W tym roku już w I rundzie Rafa musiał bić się przez pięć setów z Johnem Isnerem, mierzącym 206 cm Amerykaninem, który jednak - poza tym, że świetnie serwuje - nie jest jakimś wybitnym artystą kortów. Tymczasem Nadal zagrał z nim swój pierwszy w karierze (!!!) pięciosetowy mecz w Paryżu.

W II rundzie Nadal walczył zaciekle z Pablo Andujarem, o którym wcześniej mało kto słyszał. Spotkanie trwało 3 godziny i 18 minut i było czwartym najdłuższym (!!!) pojedynkiem Rafy na French Open (dłużej walczył tylko kiedyś z Mathieu, teraz z Isnerem i Puertą w finale z 2005 r.). Andujar w trzecim secie prowadził 5:1 i zmarnował siedem piłek setowych (!!!). Przez dwie pierwsze rundy Nadal spędził na korcie w sumie 7 godz. i 19 minut - o 4 godz. i 18 minut więcej niż Djoković i 3 godz. 57 minut więcej od Federera.

Potem Nadal mierzył się z kwalifikantem z Chorwacji Antonio Veiciem i jego rodakiem Ivanem Ljubiciciem. Oba te mecze wygrał w trzech setach, ale szczególnie w I secie z Ljubiciciem grał fatalnie. Jeden z dziennikarzy od lat śledzących Wielkie Szlemy napisał, że to był najgorszy set jaki Nadal kiedykolwiek zagrał na French Open”.

Hiszpan się męczy, bo w opinii fachowców jego tenis stracił na jakości - jest bardziej pasywny, częściej zostaje z tyłu kortu, mniej ryzykuje, raczej czeka na błędy, niż stara się kontrować. Ogromnym problemem jest też serwis Rafy. Nadal znacznie poprawił podanie w zeszłym roku i w trakcie US Open Hiszpan serwował wprost genialnie. Właściwie można powiedzieć, że dzięki serwisowi wygrał tamtego Szlema. Przez całe US Open dał się przełamać rywalom pięć razy. Teraz pięć razy przełamał Nadala Andujar w jednym meczu!!!

Dlaczego Nadal gra bardziej pasywnie, dlaczego gorzej serwuje, czemu jego bekhend nie jest już tak groźny jak potrafił być w poprzednim sezonie? Nie wiadomo. Być może Hiszpan jest słabszy fizycznie. To teza o tyle prawdopodobna, że jego tenis zawsze był bardzo mocno uzależniony od 100 procentowej sprawności. Może coś go boli, jakieś mięśnie nie pracują tak, jak powinny? Czy zmęczył go niesamowity, wyniszczający zeszły sezon, w którym sięgnął aż po trzy Wielkie Szlemy?

Inna możliwość to psychika. Może Rafa - słynący dotąd ze stalowych nerwów - po zwycięstwie w dziewięciu Szlemach i w drodze po wyrównanie paryskiego rekordu Borga, wreszcie zaczął czuć presję? Pojawił się Djoković, a Rafa stracił pewność? Też możliwe. A być może inni nauczyli się lepiej czytać w sumie dość prostą taktykę Nadala, biorąc przykład z Djokovicia? A może wszystko to po trochu?

Najważniejsze, że sam Nadal dostrzega problem, bo na konferencjach prasowych mówi, że za mało atakuje”, że „nie jest zadowolony ze swojej gry”.

Czy mimo tych wszystkich znaków, Nadal może w Paryżu jednak zwyciężyć?

Na pewno w kluczowym momencie zacznie pomagać mu instynkt wojownika. Rafa nie podda się, będzie walczył do upadłego, prędzej zacznie gryźć ziemię, niż odpuści. Ale czy to wystarczy? Dziś trudno w to uwierzyć.

niedziela, 29 maja 2011
Z Szarapową Agnieszka nie będzie faworytką, ale...

Maria Szarapowa

Agnieszka Radwańska (nr 12) zagra w poniedziałek z Marią Szarapową (nr 7) o ćwierćfinał Rolanda Garrosa. Rosjanka będzie faworytką tego meczu, bo wygrała ostatnie pięć pojedynków z Polką, jest bardziej utytułowana (trzy Wielkie Szlemy), bardziej doświadczona, osiągała ostatnio lepsze wyniki na kortach ziemnych i ma znacznie większą siłę ognia.

Szarapowa jest też niezwykle zdeterminowana, żeby wygrać French Open, jedyny Szlem, którego nie ma jeszcze w kolekcji. Przez wiele lat Rosjanka ze swoim wzrostem 188 cm (!) była na czerwonej mączce dość łatwym celem, bo wystarczyło dobrze ruszyć ją po korcie (na boki, ale też do przodu dropszotami) i jej potężne petardy zaczynały lądować nie w korcie, ale na aucie, a wtedy wystarczyło tylko trochę konsekwencji i było po sprawie. Od niedawna Szarapowa na kortach ziemnych gra jednak lepiej - tuż przed Rolandem Garrosem wygrała imprezę w Rzymie, żeby poprawić wyniki na swojej najsłabszej nawierzchni zatrudniła też szwedzkiego trenera Thomasa Hogstedta.

Najważniejszy powód, dla którego Rosjanka jest faworytką meczu z Radwańską jest jednak taki, że Szarapowa NAUCZYŁA się grać z Polką. Odkąd przegrała z nią jeden jedyny raz w 2007 r. na US Open (Radwańska była wówczas mało znana), za każdym razem, gdy oglądałem późniejsze pojedynki Marii z Agnieszką, miałem wrażenie, że Rosjanka dokładnie wiedziała, co ma robić na korcie, żeby wygrać. Była zawsze przygotowana na atakowanie drugiego serwisu, spodziewała się zmian kierunku, rotacji, spodziewała się dropszotów. Każda z tych pięciu porażek miała miejsce na kortach twardych, ale chodzi mi o sam schemat - Agnieszce brakowało narzędzi i pomysłu, żeby zniweczyć plan Szarapowej.

Czy teraz może być inaczej? Na pewno nie wyciągałbym hurraoptymistycznych wniosków z tego, że Szarapowa męczyła się w II rundzie z 17-letnią francuzką Caroline Garcią. To nie ma wielkiego znaczenia, bo Rosjanka grała z nią po raz pierwszy, potrzebowała czasu, żeby się przyzwyczaić. Poza tym, znakiem rozpoznawczym tenisa Szarapowej jest sinusoida: góra, dół, góra, dół, ale w kluczowych momentach zazwyczaj - góra.

Dlatego szans ewentualnego zwycięstwa nie szukałbym w słabościach Rosjanki, ale raczej w dobrej grze Agnieszki. Radwańska może wygrać z Szarapową, ale musi:

1. Dobrze serwować, trafiać pierwszym podaniem. Jest na to szansa, bo od jakiegoś czasu Agnieszka serwuje lepiej. Z Wickmayer w III rundzie było pod tym względem bardzo dobrze.

2. Nie dać się zepchnąć do zbyt pasywnej gry. Jeśli Agnieszka będzie się tylko bronić i przebijać piłkę na środek kortu, to polegnie tak, jak w poprzednich pojedynkach z Szarapową. I tak, jak poległa niedawno w Paryżu defensywna Woźniacka z ofensywną Hantuchovą. Żeby było inaczej, trzeba bronić się, ale z głową - odważnie, czyli szukać bardziej ryzykownych rozwiązań po rogach kortu, ruszyć czasem do siatki, zagrać dropszota, nieustannie dokuczać rywalce.   

Agnieszka jest w stanie bronić się w tak sprytny sposób, bo tak właśnie zagrała z Yaniną Wickmayer. Ale musi uważać, bo Belgijka momentami była „elektryczna”, pękała psychicznie, oddawała inicjatywę. Prezentów ze strony Szarapowej może nie być tak dużo. Z Rosjanką nie można mieć nastawienia, że „sama w końcu zepsuje”.

Za Radwańską przemawia też na pewno to, że silniejsza presja będzie na Rosjance. Większość ekspertów, zagranicznych dziennikarzy, oczekuje - mimo wszystko - jej dość pewnego zwycięstwa. Agnieszka dobrze się zazwyczaj czuje w takich sytuacjach, szczególnie w Wielkim Szlemie, a w nim nie spotkały się od 2007 r.

Dajesz, Aga! Trzymam kciuki!

piątek, 27 maja 2011
Radwańska i Kubot z widokami na 1/8 finału

Agnieszka Radwańska i Łukasz Kubot będą w sobotę walczyć o awans do 1/8 finału singla Rolanda Garrosa. Rozstawiona z dwunastką Polka zmierzy się z Belgijką Yaniną Wickmayer (nr 21), a Łukasz Kubot (ATP 122) zagra z Kolumbijczykiem Alejandro Fallą (ATP 120). Czy polscy tenisiści mogą te spotkania wygrać?

Radwańska vs. Wickmayer

Yanina Wickmayer

21-letnia Belgijka z Lier to przedstawicielka typowo ofensywnej szkoły tenisowej made in USA. Po śmierci matki Yanina jako juniorka wyjechała z ojcem na Florydę, gdzie w akademii w Saddlebrook nauczono ją odbijać piłki mocno, a najlepiej tak mocno, żeby rywalka nie była już w stanie ich odebrać. Yanina gra więc tenis stosunkowo mało skomplikowany, ale o dużej sile rażenia. Znakiem rozpoznawczym takich tenisistek jest sporo winnerów, ale też niewymuszonych błędów. Bo jeśli uderzasz ciągle mocno, ryzykujesz blisko linii w poszukiwaniu winnerów, to raz na jakiś musisz się mylić.

Radwańska teoretycznie umie wygrywać z takimi rywalkami, bo jest uznawana za mistrzynię kontrataku, która ofensywną kanonadę rywalki potrafi odbić za siatkę za pomocą świetnej obrony, ale też przemyślanej taktyki - zmiany rytmu, rotacji, kierunku, ciągłego „dokuczania”, „przeszkadzania”.

I w tym sensie Agnieszka na pewno jest faworytką tego spotkania, bo jak pokazuje chociażby ranking WTA, granie lżej, ale z większym pomysłem, popłaca w jej przypadku bardziej niż „bum-bum” Belgijki, jak o stylu Wickmayer mówi trener Robert Radwański.

Styl „bum-bum” lepiej sprawdza się też na kortach twardych - Yanina w 2009 r. doszła do półfinału US Open (!), ale na czerwonej mączce nie jest już tak śmiercionośny. Belgijka nigdy nie przebrnęła w Paryżu III rundy, a Agnieszka dwukrotnie grała na French Open w 1/8 finału (2008, 2009).

Radwańska z Wickmayer spotkała się dotąd tylko raz - w 2010 r. w rozgrywanym w Bydgoszczy przegranym przez Polskę spotkaniu Fed Cup. Yanina zwyciężyła wówczas 1:6, 7:6 (8-6), 7:5 broniąc po drodze kilku meczboli. Tamten pojedynek rozgrywany był jednak w anormalnych warunkach - w hali, na dziwacznej nawierzchni, którą Agnieszka określiła wczoraj jako „plastik pod prysznicem”. Trudno więc wyciągać z niego jakiekolwiek wnioski.

Radwańska będzie w sobotę faworytką, ale musi zagrać naprawdę solidny mecz. Zwycięstwa z ofensywnymi tenisistkami nie są bowiem w przypadku Agnieszki regułą (vide ogrywająca ją od 2007 r. Szarapowa, czy ostatnio Azarenka). Kluczowa będzie koncentracja. Z tak grającymi rywalkami nie można się dać zepchnąć do totalnej defensywy.

Kubot vs. Falla

Alejandro Falla

Fallę pamiętam przede wszystkim z niesamowitego meczu z Federerem w pierwszej rundzie zeszłorocznego Wimbledonu. Leworęcznemu Kolumbijczykowi zabrakło wtedy bardzo niewiele do sprawienia ogromnej sensacji - wygrał ze Szwajcarem dwa sety, a w trzecim prowadził 5:4 i serwował. Ale w decydującym momencie zabrakło mu zimnej krwi, a Roger, kiedy już poczuł, że rywal się chwieje, dopadł go i nie puścił do końca. Zwyciężył 5:7, 4:6, 6:4, 7:6 (7-1), 6:0.

Kolumbijczyk na pewno jest bardziej ograny i doświadczony od Kubota jeśli chodzi o singlowe występy - więcej razy grał w Wielkim Szlemie (18 razy, Polak - 8) oraz w turniejach ATP, częściej zwyciężał renomowanych graczy (Dawidienko, Haas, Ljubicić). Ale Polak w niektórych statystykach wybija się ponad Kolumbijczyka - zagrał w dwóch finałach imprez ATP (w Belgradzie 2009 i Costa do Sauipe 2010), osiągnął wyższe miejsce na liście ATP (był 41., Falla - 58.) i zarobił więcej pieniędzy (2 mln dol., Falla - 1,2 mln dol).

Dziś Fallę i Kubota na liście ATP dzielą tylko dwa miejsca, obaj grają w Paryżu od eliminacji, czyli mają w nogach pięć spotkań, ich zmęczenie może być porównywalne.

Minimalnym faworytem tego spotkania jest jednak moim zdaniem Falla. Kolumbijczyk wychował się na czerwonej mączce i grając na niej spędził większość kariery. Wie już też dobrze, czego się może spodziewać po Kubocie. Na pewno doszły do niego informacje, że Polak chodzi do siatki jak szalony i poskromił już w ten sposób dwóch specjalitów od kortów ziemnych. Odpada więc element zaskoczenia.

Kolejna sprawa, na którą Łukasz musi bardzo uważać, to lewa ręka Kolumbijczyka. Polak sam przyznał na konferencji, że nie lubi grać z mańkutami, gdy „z bekhendowej strony spadają na niego mocno bite forhendy” (miał specjalnie trenować z leworęcznym graczem).

Jak Łukasz może Fallę pokonać? Na pewno niewskazane są gwałtowne ruchy. Niech dalej atakuje, ale musi robić to z głową, uważać na kontrataki Kolumbijczyka, czasem musi przetrzymać piłkę i nękać bekhend Falli.

Kluczowa może być odporność psychiczna. Stawka meczu jest ogromna, bo dla obu z nich to byłby w Paryżu życiowy wynik. Zaczynają się nimi interesować zagraniczni dziennikarze, telewizje, presja już wzrosła. A ewentualne zwycięstwo może otworzyć drogę do ćwierćfinału, bo w tej części drabinki odpadli już wszyscy rozstawieni! Zwycięzca zagra z Juanem Ignacio Chelą lub Lukasem Rosolem.

czwartek, 26 maja 2011
Cenzura na Roland Garros, czyli tenis strzela sobie w stopę

Sania Mirza

Organizatorzy turnieju Rolanda Garrosa na prośbę International Tennis Writers Association (ITWA) zrezygnowali z upubliczniania transkryptów z konferencji prasowych z zawodnikami. To był do tej pory standard na Wielkich Szlemach, że po jakimś czasie (kilku, kilkunastu, maksymalnie 24 godzinach) kibice na całym świecie mogli przeczytać w internecie WSZYSTKO, co mówili na konferencji prasowej Roger Federer, Rafael Nadal, Maria Szarapowa, a nawet Agnieszka Radwańska, o ile działo się to w głównej sali dla prasy i odpowiedzi padały w języku angielskim (z Radwańską było tak kilka razy, m.in. na US Open w 2007 r., gdy wygrała z Szarapową).

ITWA poprosiło jednak organizatorów, żeby z upublicznienia zapisów konferencji zrezygnować. Na oficjalnej stronie internetowej Rolanda Garrosa możemy w tym roku znaleźć jedynie fragmenty nagrań wideo, stanowiące średnio 15-20 proc. całej konferencji.

Po raz pierwszy od lat kibice nie mają więc pełnego dostępu do informacji, bo teraz wyłącznie od dziennikarzy piszących relacje na miejscu zależy, co - z tego, co mówią tenisiści - przedostanie się na zewnątrz.

Moim zdaniem decyzja jest fatalna.

Intencję ITWA jestem jeszcze w stanie jakoś zrozumieć. To organizacja skupiająca głównie tzw. „stare media” - największe papierowe dzienniki i magazyny tenisowe, która walczy o swoje interesy w czasach panoszącego się internetu, blogów, Twitterów, przepływu informacji liczonego w milisekundach. ITWA rozumuje więc tak: „wydajemy pieniądze, żeby jeździć po świecie, chodzimy na konferencje prasowe, zadajemy pytania, za które Federer się na nas wkurza, a potem gdzieś w Singapurze jakiś 17-letni bloger wypuszcza w świat NASZE newsy szybciej niż my”.

Pomijając taką drobnostkę, że zawłaszczanie sobie na wyłączność prawa do słów, które wychodzą z ust sportowców jest lekką przesadą, argumentacja ITWA ma sens, nie przeczę. Ale to jest argumentacja broniąca interesu ITWA, a nie turnieju Rolanda Garrosa, czy tenisa.

W interesie tenisa i turnieju jest, aby o dyscyplinie i o jej gwiazdach pisało i mówiło się jak najwięcej, także na blogach w Singapurze, czy na Kamczatce. I żeby fani mieli dostęp nie tylko do wypowiedzi, które dziennikarze będący na miejscu w Paryżu (a wśród nich ITWA stanowi mniejszość!) uznają za interesujące, ale do wszystkich. Czy gdyby taka cenzura trwała od lat, Serena Williams byłaby gwiazdą dzisiejszego formatu? Albo Marat Safin? Nie, bo ich wielkość w 50 procentach tworzą ich niesamowite osobowości ujawniające się czasem w zupełnie nieistotnych tenisowo odpowiedziach.

Nie ma idealnego wyjścia z tej sytuacji. ITWA ma swoje racje, bo gdyby rzeczywiście zmierzyć ilość pracy i pieniędzy wkładanych w pisanie o tenisie, to okazałoby się, że starsi panowie z tej organizacji rzeczywiście harują najciężej.

Czy akredytacje dla blogerów i portali internetowych rozwiązałyby sprawę? Pewnie nie, bo przecież wszystkim nie nie można przyznać akredytacji.

Nadrzędna dla organizatorów turniejów wielkoszlemowych powinna więc być korzyść tenisa i jego fanów, a ona wymaga moim zdaniem jak największego przepływu informacji. Np. w USA, choć za prawa do relacji z US Open dwie stacje telewizyjne płacą miliony dolarów, każdy może ZA DARMO oglądać mecze w internecie. Bo Amerykanie rozumieją co to znaczy sprzedać produkt. Telewizja, żeby w takiej sytuacji przyciągnąć widzów, musi im dać coś ekstra, co sprawi, że sam internetowy stream będzie mniej atrakcyjny, a więc: fachowy komentarz, analizy, reportaże, jakąś wartość dodaną.

Tak samo jest w Formule 1, gdzie przepływ informacji jest totalny, transkrypty z konferencji pojawiają się w internecie szybko, a dziennikarze motoryzacyjni nie zgłaszają o to pretensji. Nie zgłaszają, bo będąc na miejscu i tak umieją wykorzystać swoją przewagę nad blogerami. I wiedzą, że kneblowanie sportowców przed fanami to strzał we własną stopę.

I tego właśnie zdaje się nie rozumieć Roland Garros.

środa, 25 maja 2011
Kto wygra Roland Garros wśród kobiet?

Victoria Azarenka

Nie będę oryginalny - nie mam zielonego pojęcia.

Chciałbym, żeby wygrała Agnieszka Radwańska, a jak nie ona, to choć jakiś totalny underdog w stylu Bethanie Mattek-Sands w swoich szalonych podkolanówkach. A jak nie podkolanówki, no to niech już wygra ktoś sympatyczny i z poczuciem humoru, np. Andrea Petkovic i zatańczy „Petkodance”.

No dobrze, a gdybyśmy jednak chcieli podejść do sprawy ciut bardziej profesjonalnie...

Jeszcze kilka tygodni temu miałem wielką ochotę postawić na Azarenkę. Odkąd Woźniacka zaczęła przegrywać z tenisistkami ofensywnymi (Goerges x 2, Szarapowa), kombinowałem, że idealna na Paryż będzie tenisistka, która najlepiej równoważy świetną obronę, czyli dobrze biega, broni się, nie daje się zaskoczyć, z atakiem, czyli potrafi też przyłożyć jak się patrzy. Do tego grona zaliczam właśnie Azarenkę, a także m.in. Kim Clijsters (kiedyś też Kuzniecową). No, ale Azarenka zaczęła się psuć. W Stuttgarcie kreczyk, w Rzymie kreczyk, w Madrycie finał, ale przegrany (z Kvitovą). Azarenki nie skreślam, ale te kreczyki jakoś mnie trochę wystraszyły...

To może jednak Clijsters? Oczywiście jej forma to zagadka, nie grała od marca, bo skręciła kostkę na weselu u kuzynostwa. Ale Kim to Kim. Jak dla mnie, jedyna prawdziwa marka sportowa w dzisiejszym tenisie kobiecym (nie licząc Williamsów). Jak nikt inny umie się mobilizować na Szlemy. Wygrała ostatni US Open, wygrała Australię. Czemu nie miałaby tego zrobić po raz trzeci z rzędu? Z drugiej strony... Kim brakuje jednak ogrania na mączce. W tym sezonie zero meczów, a po raz ostatni w Paryżu grała w 2006 r. Było to widać w pierwszym tegorocznym spotkaniu – dużo chaosu, ponad 30 unforced errors, drugi serwis…. Ale Kim to Kim, nie takie turnieje się wygrywało, więc poczekajmy…

Szarapowa? Bardzo by mnie zaskoczyła. Jej niedawne zwycięstwo w Rzymie niewiele chyba jednak znaczy (rok temu wygrała tam Maria Jose Martinez Sanchez, która potem przegrała w I rundzie z Akgul Amanmuradową). Sama Rosjanka i ludzie kierujący komercyjnym konglomeratem o nazwie „Szarapowa” bardzo chcieliby zwyciężyć, bo Roland Garros to jedyny Szlem, którego nie mają w kolekcji, ale gdzieś tam w okolicach 1/8 finału, czy ćwierćfinału wpadnie na kogoś, kto ruszy ją po korcie tak, jak trzeba, żeby ją pokonać (już ja zresztą mam swój typ, kto by to mógł być :-). Szarapowa ma dobrą prasę, bo uwielbiają ją amerykańskie media i zawsze dużo o niej piszą i stąd wrażenie, że jest jedną z faworytek, ale ja bym na nią nie stawiał. Choć z drugiej strony… gdybym miał zrobić klasyfikację tenisistek według zawziętości, woli walki i determinacji, to Rosjanka byłaby pewnie pierwsza, więc kto wie...

Stosur? To może ewentualna kandydatka na finał, ale nie na zwycięstwo. Nie ma głowy do finałów. Zresztą kto by miał, z tym całym plutonem australijskich legend na trybunach ściskających kciuki. Choć zawsze może być ten pierwszy raz... Albo wulkan pomoże i Australia nie doleci...

Zwonariewa? Słabo grała na mączce ostatnio. Za słabo. Choć zawsze można zacząć grać lepiej...

Janković? Też ostatnio słabo, ale tu bym się bardziej zastanowił. Jelena rok temu była w półfinale, ma dobrą grę na mączkę, jest doświadczona. Mogłaby wcielić się w przysłowiowego czarnego konia...

Kvitova, Goerges - czyli zwyciężczynie z Madrytu i Stuttgartu. Obie grają ofensywny, efektowny tenis na „tak”, ale czy na zwycięstwo w Paryżu? Myślę, że za wcześnie. Po czterech, pięciu meczach - jeśli je wygrają - pojawi się presja. Choć Kvitova w półfinale Szlema już była, więc cholera wie...

Schiavone? Takie bajki dwa razy się nie zdarzają. Prawda?

Woźniacka? Nic na to nie wskazuje. Zafiksowała się w defensywie, a bez winnerów Szlemów wygrywać się nie da. Ale może, gdy wszyscy zostaną już zahipnotyzowani, że na pewno nie, to nagle okaże się...

I kto powiedział, że kobiecy tenis nie jest ciekawy, weź tu się człowieku rozeznaj…

PS. Bukmacherzy typują

1. Azarenka        6

2. Szarapowa     6,5

3. Woźniacka     6,5

4. Kvitova          9

5. Clijsters          10

6. Stosur             11

7. Zwonariewa   11

8. Goerges          17

9. Janković         21

...                        -

16. Radwańska  67

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Inni blogerzy Sport.pl
Jestem też na
 
    follow me on Twitter