Blog nie tylko o tenisie i niekoniecznie na serio. Autorem jest Jakub Ciastoń, dziennikarz Gazety i portalu Sport.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Kto wygra Roland Garros wśród kobiet?

Victoria Azarenka

Nie będę oryginalny - nie mam zielonego pojęcia.

Chciałbym, żeby wygrała Agnieszka Radwańska, a jak nie ona, to choć jakiś totalny underdog w stylu Bethanie Mattek-Sands w swoich szalonych podkolanówkach. A jak nie podkolanówki, no to niech już wygra ktoś sympatyczny i z poczuciem humoru, np. Andrea Petkovic i zatańczy „Petkodance”.

No dobrze, a gdybyśmy jednak chcieli podejść do sprawy ciut bardziej profesjonalnie...

Jeszcze kilka tygodni temu miałem wielką ochotę postawić na Azarenkę. Odkąd Woźniacka zaczęła przegrywać z tenisistkami ofensywnymi (Goerges x 2, Szarapowa), kombinowałem, że idealna na Paryż będzie tenisistka, która najlepiej równoważy świetną obronę, czyli dobrze biega, broni się, nie daje się zaskoczyć, z atakiem, czyli potrafi też przyłożyć jak się patrzy. Do tego grona zaliczam właśnie Azarenkę, a także m.in. Kim Clijsters (kiedyś też Kuzniecową). No, ale Azarenka zaczęła się psuć. W Stuttgarcie kreczyk, w Rzymie kreczyk, w Madrycie finał, ale przegrany (z Kvitovą). Azarenki nie skreślam, ale te kreczyki jakoś mnie trochę wystraszyły...

To może jednak Clijsters? Oczywiście jej forma to zagadka, nie grała od marca, bo skręciła kostkę na weselu u kuzynostwa. Ale Kim to Kim. Jak dla mnie, jedyna prawdziwa marka sportowa w dzisiejszym tenisie kobiecym (nie licząc Williamsów). Jak nikt inny umie się mobilizować na Szlemy. Wygrała ostatni US Open, wygrała Australię. Czemu nie miałaby tego zrobić po raz trzeci z rzędu? Z drugiej strony... Kim brakuje jednak ogrania na mączce. W tym sezonie zero meczów, a po raz ostatni w Paryżu grała w 2006 r. Było to widać w pierwszym tegorocznym spotkaniu – dużo chaosu, ponad 30 unforced errors, drugi serwis…. Ale Kim to Kim, nie takie turnieje się wygrywało, więc poczekajmy…

Szarapowa? Bardzo by mnie zaskoczyła. Jej niedawne zwycięstwo w Rzymie niewiele chyba jednak znaczy (rok temu wygrała tam Maria Jose Martinez Sanchez, która potem przegrała w I rundzie z Akgul Amanmuradową). Sama Rosjanka i ludzie kierujący komercyjnym konglomeratem o nazwie „Szarapowa” bardzo chcieliby zwyciężyć, bo Roland Garros to jedyny Szlem, którego nie mają w kolekcji, ale gdzieś tam w okolicach 1/8 finału, czy ćwierćfinału wpadnie na kogoś, kto ruszy ją po korcie tak, jak trzeba, żeby ją pokonać (już ja zresztą mam swój typ, kto by to mógł być :-). Szarapowa ma dobrą prasę, bo uwielbiają ją amerykańskie media i zawsze dużo o niej piszą i stąd wrażenie, że jest jedną z faworytek, ale ja bym na nią nie stawiał. Choć z drugiej strony… gdybym miał zrobić klasyfikację tenisistek według zawziętości, woli walki i determinacji, to Rosjanka byłaby pewnie pierwsza, więc kto wie...

Stosur? To może ewentualna kandydatka na finał, ale nie na zwycięstwo. Nie ma głowy do finałów. Zresztą kto by miał, z tym całym plutonem australijskich legend na trybunach ściskających kciuki. Choć zawsze może być ten pierwszy raz... Albo wulkan pomoże i Australia nie doleci...

Zwonariewa? Słabo grała na mączce ostatnio. Za słabo. Choć zawsze można zacząć grać lepiej...

Janković? Też ostatnio słabo, ale tu bym się bardziej zastanowił. Jelena rok temu była w półfinale, ma dobrą grę na mączkę, jest doświadczona. Mogłaby wcielić się w przysłowiowego czarnego konia...

Kvitova, Goerges - czyli zwyciężczynie z Madrytu i Stuttgartu. Obie grają ofensywny, efektowny tenis na „tak”, ale czy na zwycięstwo w Paryżu? Myślę, że za wcześnie. Po czterech, pięciu meczach - jeśli je wygrają - pojawi się presja. Choć Kvitova w półfinale Szlema już była, więc cholera wie...

Schiavone? Takie bajki dwa razy się nie zdarzają. Prawda?

Woźniacka? Nic na to nie wskazuje. Zafiksowała się w defensywie, a bez winnerów Szlemów wygrywać się nie da. Ale może, gdy wszyscy zostaną już zahipnotyzowani, że na pewno nie, to nagle okaże się...

I kto powiedział, że kobiecy tenis nie jest ciekawy, weź tu się człowieku rozeznaj…

PS. Bukmacherzy typują

1. Azarenka        6

2. Szarapowa     6,5

3. Woźniacka     6,5

4. Kvitova          9

5. Clijsters          10

6. Stosur             11

7. Zwonariewa   11

8. Goerges          17

9. Janković         21

...                        -

16. Radwańska  67

 

środa, 25 maja 2011, mastaar

Polecane wpisy

Komentarze
2011/05/25 10:29:04
Kviotva na 4 miejscu wród faworytek hahahhah,to nie jest zawodniczka,która mogłaby wygrać Wielkiego Szlema,jeden tryumf w pojedynczej imprezie to nic nadzywczajnego,na pewno polegnie wczesniej,Azarenka ją wyelminuje,z górnej drabinki powinna przejsc Karolina,a na dole jest strasznie tłoczno,w półfinale chyba zagra Azarenka z Scharapowa,Kim,chciałbym powiedzieć Agnieszką,ja wierzę w Polkę,zobaczymy co z tego wyniknie
-
2011/05/25 14:54:42
Postawiłbym na Scharapową, chociaż chciałbym żeby wygrała Clisters bądź Woźniacka, bo Isia nie ma za dużo szans. Spodobała mi się gra Azarenki, ja bym jednak na nią nic nie postawił.
-
2011/05/31 09:24:49
Moje faworytki Goerges i Kvitova poległy, Roland Garros miał być dla nich próbą charakteru i póki co okazało się, że te małolaty, które dopiero co wypłynęły na szerokie wody jeszcze nie są w stanie dokonywać wielkich rzeczy w Wielkich Szlemach. Szybkie odpadnięcie Clijsters to dla mnie żadna niespodzianka, ale to jak przegrała mecz Rus było zatrważające. Wielkim zaskoczeniem jest dla mnie Bartoli, która pokazała wojowniczą duszę. Nie jest to mistrzyni gry na mączce, pomimo że doszła do finału w Strasburgu. Stosur zgodnie z moimi przewidywaniami spaliła się psychicznie. Woźniacka jak "wielką" liderką jest pokazała w meczu z Hantuchovą. Dunka Wielkiego Szlema nigdy nie wygra, no chyba że diametralnie zmieni swój styl gry, ale to chyba nie jest w jej naturze, Nadalem w spódnicy to ona nie będzie.

W ćwierćfinale mamy Schiavone, Na Li, Szarapową, Pawljuczenkową, Bartoli,, Azarenkę, Petković i Kuzniecową. Ciekawe czy ktoś przewidział taką najlepszą ósemkę? Wielokrotnie pisałem, że Szarapowa nigdy nie wygra Rolanda Garrosa, ale kobieca natura jest nieodgadniona i nawet ślizgająca na mączce jak krowa po lodzie Masza może mi sprawić psikusa. Dwukrotnie pokazała w Paryżu charakter godny wielkiej mistrzyni (szkoda, że Agnieszka poczuła to na własnej skórze) i kto wie czy nie skompletuje zawodowego Wielkiego Szlema. Mam takie przeczucie, że cały turniej wygra zwyciężczyni meczu Szarapowa - Petković. Dla Bartoli i Pawljuczenkowej ćwierćfinał to szczyt możliwości. Schiavone? Chciałbym się pomylić, bo przed turniejem nie dawałem jej żadnych szans. Kuzniecowa? Nie mam nic przeciwko, uwielbiam tą szaloną łączącą siłę i finezję Swietę.
 
    follow me on Twitter