|
Blog > Komentarze do wpisu
Karolina i bukmacherzy
WTA na wniosek bukmacherów wszczęła śledztwo co do okoliczności wycofania się Karoliny Woźniackiej z turnieju w Luksemburgu. Dunka polskiego pochodzenia poddała mecz I rundy z Anne Kremer przy wyniku 7:5, 5:0. Zamiast dograć do końca, skreczowała, gdy jeden gem dzielił ją od zwycięstwa. Powiedziała, że miała kontuzję (a właściwie dwie) i wolała przepuścić do kolejnej rundy rywalkę, niż wygrać i potem dać walkowera. Całą historię w skróconej wersji znajdziecie - TUTAJ. Afera bardzo medialna, bo zawsze z zainteresowaniem czyta się historie o podejrzanych wynikach, ustawionych pojedynkach i śledztwach. Jestem jednak przekonany, że Woźniaccy są niewinni. W tym sensie, że nie popełnili celowo przestępstwa. No bo, czy wyobrażacie sobie taki oto kosmiczny scenariusz: Piotr Woźniacki stawia u bukmachera wielką sumę na porażkę córki i umawia się z nią, że cały mecz będzie symulować kontuzję i co chwila wzywać na kort masażystkę, ale jednocześnie grać na tyle przekonująco, żeby stawki na wygraną rywalki były bardzo duże. Dla podkreślenia efektu (a właściwie to nie wiem po co) w drugim secie Woźniacki sam wejdzie na kort i podczas tzw. coachingu powie córce po polsku, żeby się już wycofała. Karolina zrobi to dwa gemy później, a Woźniaccy pójdą do bukmachera zainkasować wygraną? Scenariusz bezsensowny i nierealny choćby z jednego prostego powodu - Woźniaccy tylko w tym roku zarobili legalnie na grze Karoliny ok. 3-4 mln dolarów (2 mln z nagród plus pewnie 2 mln ze sponsoringu). Po jaką cholerę mieliby się pakować w taką historię? Afera to raczej efekt nieuwagi bukmacherów, którzy w czasach funkcjonowania coachingu powinni zatrudniać tłumaczy. Gdyby wiedzieli, co powiedział Piotr córce przy stanie 3:0, obniżyliby stawki za wygraną Kremer do rozsądnych rozmiarów. I byłoby po kłopocie. W ogóle od słynnej afery z Dawidienką w Sopocie wydaje mi się, że władze tenisowe popadają w lekką paranoję jeśli chodzi o bukmacherów. Napisałem, że Woźniaccy są niewinni. Nie znaczy to jednak, że nie zrobili nic złego. Piotr prawdopodobnie złamał przepis programu antykorupcyjnego WTA, mówiący o tym, że nikt z otoczenia zawodniczki nie może wpływać na wynik. Prosząc w przerwie, by Karolina się wycofała, mógł złamać tą zasadę. Można się też zastanawiać, czy Karolina prowadząc z dwoma kontuzjami 5:0 i przerywając pojedynek, nie złamała przepisu regulaminu WTA, że tenisistka powinna grać z pełnym zaangażowaniem, a także, że jeśli tylko jest zdolna do gry, powinna ją kontynuować. Nauczka na przyszłość powinna być dla nich taka, że jeśli ze zdrowiem nie jest w porządku, to lepiej dmuchać na zimne, a nie przy 7:5, 5:0. Tym bardziej, że chodziło o nic nie znaczący turniej w Luksemburgu, a nie finał US Open. Na ile znam WTA, cała sprawa rozejdzie się po kościach. W najgorszym razie wlepią Karolinie jakąś symboliczną karę. W śledztwo i przesłuchania nie wierzę. WTA tylko by się ośmieszyła. czwartek, 22 października 2009, mastaar
Komentarze
2009/10/24 10:28:57
Rozmowę Caroline z ojcem możecie zobaczyć tu:
euro2008.blox.pl/2009/10/Caroline-Wozniacki-rozmowa-z-ojcem.html |
|
A wracając do tematu, to cała historia z ustawieniem meczu jest mdła, słaba i pod publiczkę. Jeśli Woźniaccy są pazerni w jakimkolwiek aspekcie, to raczej sportowym, a nie finansowym. Kompletnie z kolei mnie rozwala zdziwienie wobec coachingu po polsku. Przecież Piotr Woźniacki na każdym meczu udziela wskazówek po naszemu. W telefonicznym wywiadzie dla TVP pytał retorycznie- "a jak mam mówić?". Fakt popełnili gafę, Karolina mogła albo odpuścić wcześniej, albo Pan Woźniacki nie powinien tego tak publicznie głosić, ale to jeszcze nie jest powód by robić ze sprawy jakąś rynsztokową nagonkę i trzaskać nieuzasadnionymi oskarżeniami. Pozdrawiam;)