|
Blog > Komentarze do wpisu
Spacer po obiektach olimpijskich o mało mnie nie zabił
Ponieważ dwóch moich redakcyjnych kolegów utknęło dziś we wiosce olimpijskiej, a ja ze względu na idiotyczność przepisów (przepustkę żeby tam wejść trzeba mieć dzień wcześniej), nie mogłem do nich dołączyć, postanowiłem wybrać się na spacer po tzw. okolicy.
Jadąc do Pekinu wiedziałem z grubsza, że wszystko będzie tu bardzo DUUUUUUŻE, ale dopiero wycieczka na trasie: Główne Centrum Prasowe (MPC) - Kostka Wody (basen) - National Indoor Stadium (m.in. piłka ręczna) - Ptasie Gniazdo (wiadomo, główny stadion), Fencing Hall (szermierka) i Międzynarodowe Centrum Telewizyjne (IBC), uzmysłowiła mi ogrom tych igrzysk. Wszystkie wyżej wymienione obiekty są niby okok siebie, ale spacer zajął mi ponad godzinę i biorąc pod uwagę kłopoty aklimatyzacyjne i niewyspanie, omal mnie nie zabił.
W zasadzie bliski uśmiercenia mnie był pewien chiński wolontariusz, który na moje pytanie „czy tędy przejdę na skróty do MPC" kiwnął twierdząco głową i pokazał na ogrodzenie, które sforsować miałem prawo jedynie dematerializując się. - This way, sir - powiedział wskazując na metalową siatkę.
Generalnie wszystko jest po prostu gigantyczne. Wszędzie pełno Chińczyków, którzy robią sobie zdjęcia na tle wybudowanych kosztem 40 mld dol obiektów (to kwota szacunkowa na całe igrzyska). Nigdy w historii igrzysk nie wydano tyle na budowę! Spacerując, doznałem też olśnienia, dlaczego pływacy będą musieli pływać o 9 rano. Otóż Kostka Wody,
czyli basen, jest jakieś trzy razy mniejsza od IBC,
czyli siedziby telewizji, wśród których prym wiedzie NBC. Jeśli miarą ważności jest wielkość budynku, to - sorry - ale pływacy nie mają tu nic do gadania. Telewizja rządzi i to ona ustala, o której są zawody. Po drodze mijałem też wielgaśne pawilony sponsorów - m.in. Coca Coli, Samsunga, Kodaka i Adidasa.
Te firmy wpłacają do kasy MKOl ponad miliard dolarów, by mieć prawo do reklamowania swych wyrobów za pomocą olimpijskich symboli. Ale w Pekinie stąpają po bardzo cienkim lodzie. Jeśli bowiem dojdzie do jakiegoś grubszego skandalu, to ich wizerunek może ucierpieć. Przekonał się już o tym Samsung, główny sponsor sztafety z ogniem olimpijskim, która zamieniła się w jeden wielki antychiński protest, została drastycznie skrócona i właściwie ograniczona jedynie do obszaru Chin. Sponsorzy najwyraźniej nic nie robią sobie z takich protestów w Paryżu, Londynie i San Francisco. Tam ich produkty sprzedają się już doskonale i minimalne wahnięcie, nic nie będzie znaczyć. Dla sponsorów ważny jest miliardowy rynek chiński. Podejrzewam, że właśnie dlatego Adidas przygotował specjalna kampanię popierającą sportowców gospodarzy - graficznie wygląda to mniej więcej tak:
wtorek, 05 sierpnia 2008, mastaar
Komentarze
2008/08/05 17:10:10
Tam nie ma żartów . Klimat w Pekinie jest zabójczy dla vice idiotów i pseudodziennikarzy .
2008/08/05 17:12:46
impossible is nothing nie ma nic wspolnego z olimpiada. Od dwoch lat jest haslem adidasa w US
|
|
2008.adidas.com/download/download.aspx
Fajne hasło: "Impossible is Nothing" ; nie ma rzeczy niemożliwych(?) - w sam raz pod "niespodziewaną sprawność" chińskich sportowców...