|
Blog > Komentarze do wpisu
Polscy sportowcy to strasznie fajni goście
Nie wszyscy są fajni, ale jest taka grupa, która bardzo chwyta mnie za serce. To sportowcy z dyscyplin niszowych. Zapasy, gimnastyka, szermierka - gazety zazwyczaj piszą o nich niewiele, telewizja rzadko transmituje zawody, generalnie przez trzy lata jest o nich cicho. Gdy przychodzą igrzyska, stają oko w oko z nami, dziennikarzami. Staramy się jak możemy, ale nie zawsze tak do końca orientujemy się w ich dyscyplinach. Czasem jest więc trochę śmiesznie, ale nikt nie ma do nikogo żalu. Wręcz przeciwnie, ja sportowców z dyscyplin niszowych, lubię potem jeszcze bardziej. Bo to strasznie fajni goście są! LESZEK BLANIKDziennikarze: - A co pan tam robi z tym stołem gimnastycznym przed skokiem? Czymś go pan smaruje? LB: - Najpierw miodem, potem magnezją. Dla poprawienia przyczepności. Dziennikarze: - Miodem? Jakimś specjalnym smarem znaczy się? Tak mówicie w gimnastycznym slangu, tak? LB: - Nie. Zwykłym miodem. Dziennikarze: Eeee.... (totalna konsternacja, wszyscy sądzą, że Blanik żartuje, brakuje odważnych, by pytać dalej) Odważny dziennikarz: - No ale, jak to... miodem? Takim zwykłym, ze sklepu? LB: - Tak. Dziennikarze: - Pszczelim?! To co to za miód jest, jaki gatunek? LB: - A nie wiem nawet dokładnie, żona kupiła przed wyjazdem. Dziennikarze: - O kurde, ale to ciekawe!Po dyskusji o miodzie, dziennikarze zmieniają wątek: - Może pan jeszcze powiedzieć co to były za skoki. Przyznajemy się szczerze, że trochę się nie znamy. LB: - Jasne, że mogę (z uśmiechem). Najpierw był „blanik", czyli dwa i pół salta w przód w pozycji łamanej, czyli na wyprostowanych nogach. Potem skoczyłem podwójną łamaną „tsukaharę", czyli naskok na stół gimnastyczny z ćwierćobroten, odbicie z ramion, drugie ćwierćobrotu, dwa i pół sala w tył w pozycji łamanej. To są generalnie bardzo trudne skoki do ustania, bo wiecie...
Dziennikarz mocno niezorientowany: - To co, pewnie Wołodyjowskiego, pan oglądał w dzieciństwie? TM: - Wołodyjowski walczył szablą! Ja jestem szpadzistą przecież (ze śmiechem) Dziennikarz mocno niezorientowany (trochę wstydliwe): - Muszkieterów, znaczy się... TM: - A czytało się Dumasa, czytało. Wiecie, szpada to jest strasznie fajny sport. To od zawsze była broń. Tym się w przeszłości zabijało ludzi. Floret to jest broń, ale treningowa, mniejsza i w ogóle... (opowiada długo, z wypiekami na twarzy)
Dziennikarze: - Dzień dobry, gratulujemy medalu. AW: - Dziękuję. Dziennikarze: - Od kogo ten pluszowy misiek? AW: A ktoś rzucił z trybun. Zabieram go do domu. Dziennikarze: - Fantastyczna akcja pod koniec pierwszej rundy. Może pani powiedzieć co to było? AW: - „Ręka-głowa" Dziennikarze: - Ahaaaaa... Czyli, że... AW: - No, łapie się za rękę, potem głowę i... się kręci. Zademonstrować? Może na panu? Dziennikarz: - Nie, nie, nie trzeeeba. Widzieliśmy jak ta Hiszpanka fruwała. Lepiej niech pani powie jak to się stało, że pani uprawia zapasy. AW: - Tata jest mechanikiem samochodowym w Wałbrzychu. Naprawiał auto trenerowi, a ten zaproponował, że zamiast pieniędzy, może zabrać mnie na obóz do Rokitna. Było lato, wakacje, nie miałam co robić, więc pojechałam. Na początku było nudnawo. Tylko biegaliśmy i chodziliśmy na siłownie, ale potem weszliśmy na matę. I jakoś mi się spodobało. A teraz to już kocham zapasy. O kurcze, Stanka przegrywa... (przerwa opowieść i patrzy w telewizor, gdzie Bułgarka Zlateva dostaje manto od Chinki). Szkoda, kurcze, Stanka i tak jest najlepsza...
poniedziałek, 18 sierpnia 2008, mastaar
Komentarze
f-word
2008/08/18 12:12:39
Bardzo sympatyczne. Dialogi na cztery nogi :-)
2008/08/18 15:38:44
O Majewskim też warto wspomnieć, który ładnie ostatnio opowiadał jak upłynął dzień mistrza - wstałem, zjadłem, rzuciłem, wróciłem do hotelu, pograłem w heros, zjadłem obiad, poszedłem spać, wróciłem na stadion no i wygrałem. A teraz rozmawiam z tobą... ;)
2008/08/18 15:39:50
Zgadzam się, że to są fajni ludzie. Proponuję dalszą część zestawienia, tym razem z udziałem naszego kulomiota Majewskiego, który rzekł "nie no, nie podniecajmy się, to tylko złoto olimpijskie" :) Również panowie z naszej złotej czwórki podwójnej, a zwłaszcza Marek Kolobowicz, nie szczędzą w słowach i rozbrajają wypowiedziami ("O Jezu, jaki to byłby obciach, gdybyśmy zdobyli brązowy medal").
2008/08/18 16:27:27
"ręka- głowa" to sie nazywa po zapaśniczemu "fiołek". A Blanik to jak trenuje, rozpedza się z korytarza przed wejściem do sali pingpongowej, w której to ja kiedyś trenowałem! Moje złoto!
|
|